Ameryka nie istnieje, czyli o pozorach słów kilka

USA. Kraj marzeń, pieniędzy, rozpusty oraz gangów. Kraj, w którym mężczyźni zawsze wyglądają dobrze, mają świetnie płatną pracę i jeżdżą Mustangiem GT palącym dwadzieścia litrów na sto. Kraj, w którym pucybut może ciężką pracą dojść do poziomu potentata naftowego lub prezesa wielkiej firmy, wystarczy tylko chcieć. I w końcu kraj nieskrępowanej niczym wolności, gdzie twoja działka jest prawdziwie twoja, aż do jądra Ziemi, a nie tylko do dwóch metrów w głąb. Takie mamy wyobrażenie o Ameryce i nie ma co się temu dziwić. Wykreowało je Hollywood, amerykańskie filmy oraz bujna wyobraźnia i mocno przerysowany obraz Stanów Zjednoczonych, przekazywany krewnym przez emigrantów.  A kiedy zestawić film z rzeczywistością, może się okazać, że będziemy bardzo, ale to bardzo zawiedzeni

Statua wolności
Statua Wolności na Liberty Island/serwis pixers.pl

Żeby jednak zrozumieć, jak doszliśmy do obrazu Ameryki jako swoistego „raju na ziemi”, warto cofnąć się w czasie do momentu, kiedy karierę swoją zaczynał Walt Disney, czyli roku 1919, kiedy 18-letni wówczas Walt spotkał rysownika Ubbe Eert Iwwerks’a, z którym zaczął pracować, rysując reklamy. Disney, jego brat Roy oraz Iwwerks przenieśli się do Kalifornii, gdzie założyli kolejną firmę w Hollywood. Pierwszą osobą, z którą podpisali kontrakt, była Margaret Winkler, która pomogła im wypromować ich kreskówki. Tam też stworzono postać królika Oswalda, z którym wiąże się nieszczęśliwa historia. Disney nie doczytał umowy, w wyniku czego wszystkie prawa autorskie do postaci zostały przeniesione na Margaret i jej męża. Nigdy już nie popełnił tego błędu i do dzisiaj prawa autorskie do Myszki Miki są bardzo restrykcyjne właśnie z tego powodu. Od tego momentu jego kariera nabrała zawrotnego tempa. Walt Disney’s Company stało się wielkim koncernem, a pierwszy w USA park tematyczny, czyli właśnie Disneyland, został otwarty w 1955 roku.

Portret Walta Disneya
Walt Disney, portret, 1956/serwis imdb.com

Jednak czym właściwie jest Disneyland? Otóż jest on próbą odtworzenie najbardziej typowego amerykańskiego miasteczka, z najbardziej typowymi mieszkańcami. Wszyscy się tam znają, wszyscy się lubią, co niedziela każdy chodzi do kościoła, a szeryf jest swego rodzaju dobrym wujkiem, z którym można normalnie porozmawiać. Ulice są czyste, więzienie u szeryfa świeci pustkami od niepamiętnych czasów, a ostatnią zbrodnią w tym mieście była przypadkowa kradzież prześcieradła przez niedowidzącą staruszkę, którą do dzisiaj gryzie sumienie, bez znaczenia, ile razy się wyspowiada. Park ten odniósł gigantyczny sukces, ale dlaczego? Dlaczego Amerykanie tak bardzo kochają typowe miasteczka i chcą płacić krocie za wejście do takiego miejsca? Cóż, właśnie dlatego, że takich miasteczek nie było, nie ma i nigdy nie będzie. Amerykanie nie są, delikatnie mówiąc, ludźmi dociekliwymi. Wiedzą, że takich miasteczek nie ma, ale z nonszalancją omijają ten fakt, udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Są mistrzami w życiu na pokaz oraz przymykaniu oka na fakty, gdyż kłamstwa i iluzje lepiej ich urządzają. Przyznajcie, czy pojechalibyście do parku tematycznego, który pokazuje najbardziej typową ulicę w Polsce, z najbardziej typowymi mieszkańcami?

Wejście do Disneylandu
Posąg Walta Disneya z Myszką Miki przed główną bramą Disneylandu/Encircle Photos

Jeżeli chcielibyśmy się dowiedzieć, dlaczego wodospad Niagara jest chyba najbardziej oklejonym odblaskowymi reklamami, najbardziej neonowo-kiczowatym oraz najbardziej skomercjalizowanym wodospadem na świecie, musimy wejść głębiej w mentalność amerykańską. Z czego tak naprawdę składa się Ameryka? Z imigrantów, rzecz jasna. Ameryka imigracją stała i stoi, a czy będzie stać, to się okaże. Niemniej jednak do USA przyjechało z ludźmi tak wiele różnych kultur, zwyczajów, religii i sposobów postrzegania świata, że stworzenie jednej wspólnej kultury było wielkim, wielkim wyzwaniem. Spróbujcie znaleźć coś pomiędzy cytryną, bułką z serem a lodami z cynamonem. Brzmi jak przepis na największą katastrofę kulinarną świata, prawda? Z tego właśnie powstała amerykańska kultura, z tym że składników było znacznie więcej oraz żaden do siebie nie pasował w najmniejszym stopniu, więc otrzymaliśmy największą katastrofę kulturową świata, z kultem wolności oraz mentalnością „im większe, tym lepsze”. Jednak dlaczego ludzie chcieli i chcą przyjeżdżać do takiego kraju? Cóż, dużą rolę odgrywał tutaj swego rodzaju państwowy PR, czyli Hollywood i amerykańskie filmy.

Kolaż słów
Kolaż słów związanych z amerykańską kulturą/Shutterstock

Początki Hollywood nie są szczególnie ciekawe. Zamiast wytwórni filmowej, znajdować tam miała się luksusowa dzielnica dla bogaczy, a sam, tak przecież kultowy, napis głosił „HOLLYWOODLAND”. Dopiero później przemianowano go na samo „HOLLYWOOD”, a napis skrócono i podwyższono do dzisiejszych wymiarów. Pierwsze wytwórnie filmowe zaczęły tam powstawać w 1912 roku, a rozwój nabrał tempa w latach 20. Stamtąd na całą Amerykę oraz świat wylał się archetyp mężczyzny macho, który do tej pory miał największy wpływ w krajach Ameryki Południowej oraz Meksyku. Nie mniej ważnym pomysłem było przekazywanie idei „z pucybuta w milionera” do narodu, zachęcając go do ciężkiej, sumiennej pracy oraz idei nacjonalistycznych poprzez idealizowanie wszystkiego, co amerykańskie. Hollywood było też świetnym narzędziem propagandy, wykorzystywanym w czasach II wojny światowej oraz podczas okresu zimnej wojny. Amerykanie chłonęli nienawiść do komunizmu jak gąbka wodę oraz upajali się kapitalistycznym imperium. Prawda, kiedyś USA było krajem mocno kapitalistycznym, nastawionym na wolny rynek oraz ciężką pracę i wspieranie małych firm. Jak jest teraz? Cóż, można powiedzieć, że choć bardzo starano się nie wpuścić „czerwonej zarazy”, nadal znajduje ona swoich sympatyków w USA.

Napis HOLLYWOOD na górze Lee w łańcuchu gór Santa Monica/www.foto-tw.de autor Thomas Wolf

Weźmy pod uwagę takie San Francisco. Miasto posiadające jeden z największych procentów milionerów na świecie, miasto, gdzie dochody poniżej 100 000$ rocznie to granica ubóstwa, a mimo tego jedno z najbardziej lewicowych i socjalistycznych miast w Ameryce. Jest ono swego rodzaju oazą dla bezdomnych, którzy mają tam zapewnione miejsce w schroniskach, darmowe posiłki, a jak jeszcze umieją grać na gitarze lub posiadają psa, który słodko wygląda, także całkiem niezgorszy dochód. Miasto ma ostatnio dość spore problemy z pieniędzmi, które nie wiadomo skąd się wzięły, a także kłopoty z bezdomnymi, którzy całkowicie (nie)przypadkowo zjeżdżają do San Francisco nawet z dość odległych miast. Sama geneza miasta zaczyna się od hiszpańskich misjonarzy osiedlających się w Kalifornii i nazywających tę misję imieniem św. Franciszka z Asyżu. Przeżyło ono gigantyczny rozkwit podczas kalifornijskiej gorączki złota oraz podczas fali imigrantów, która napłynęła do miasta w latach powojennych. Przyczyniła się ona do nasilenia ruchów LGBT i w konsekwencji wyrobienia San Francisco opinii miasta liberalnego oraz lewicowego, co z resztą ma przełożenie na rzeczywistość.

Most nad rzeką
Most nad Golden Gate/internet

Jakie w takim razie jest USA, zapytacie? Dziwne, to pierwsze, co mi przychodzi na myśl. Gdybym nie poznał amerykańskich filmów, być może nie wróciłbym stamtąd tak zawiedziony. -„Gdzie jest ta Ameryka?”- kołatało mi się w głowie podczas lotu do Amsterdamu. Gdzie te urocze typowe miasteczka, gdzie ta amerykańskość w obyciu, gdzie w końcu ten cały duch Ameryki? Otóż nigdy tego nie było, nie ma tego teraz i nigdy nie będzie. Ameryka jest jedną wielką iluzją, którą spijamy z ust amerykańskich aktorów o śnieżnobiałych zębach, posiadających idealną pracę oraz żonę i dwójkę dzieci, oczywiście prymusów. Na pytanie, czy wróciłbym kiedyś do USA, nie znam jeszcze odpowiedzi. Wiem za to, że ten kraj mnie pozytywnie rozczarował. Tak, coś takiego jest możliwe. Po prostu nie można tego inaczej ubrać w słowa.

Zdjęcie tytułowe: witryna sklepu MOONEYES

Maciej Jakubik

Zapalony podróżnik głodny przygód. Lubi dobre jedzenie i tanie wino, nie pogardzi droższym. Uwielbia oglądać po raz n-ty Nietykalnych. Pasjonuje go ciężka muzyka oraz biografie. Nie wyjdzie z domu bez słuchawek.

One thought on “Ameryka nie istnieje, czyli o pozorach słów kilka

  • 24 września 2018 at 20:32
    Permalink

    Dobre, takie nie za nudne :))

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *