Niecodzienny dar obserwacji – Recenzja EP-ki dont smile at me (Billie Eilish)

Komercyjni twórcy zalewają nas masą produkcji o losach młodzieży (de facto nie rozumiejąc ich zachowań), przedstawiając nietypowe problemy lub niezgodne z prawdą zachowania. Oglądając jeden z nich, rodzinka zapytała mnie, czy dzisiejsi nastolatkowie naprawdę zajmują się tak błahymi sprawami, a ich humor wraz ze spostrzeżeniami sięgają dna? Odpowiadam —  nie! Billie Eilish jest tego najlepszym przykładem. Cholera, nawet bardziej niż najlepszym.

Dziewczyna kończy siedemnaście lat w  grudniu. Śmieszy mnie ten fakt, gdyż to rok temu wydała płytkę świadczącą o jej wielkiej dojrzałości i niecodziennym darze obserwacji. Co więcej, jestem starszy, więc pisząc o niej, samoistnie składam hołd i szacunek dla jej twórczości. Musiała jednak na uznanie krytyków zasłużyć. Czas wytłumaczyć ten fenomen. Zaczynamy muzyczną podróż.

Postaram się opowiedzieć o albumie ab initio. Pierwsze mocarne dźwięki syntetyzatorów budują na starcie mroczny klimat utworu COPYCAT, ukazującego Billie, jako świetną pisarkę. Opowiadając o ludziach kradnących innym image, a nawet tożsamość (w popkulturze fake people) szydzi śpiewając — wszystko co mówisz, zostało przeze mnie już wypowiedziane. Warto uwzględnić czas przeszły. To ona odnosi w tej bitwie zwycięstwo, jej oryginalnego charakteru i stylu nie da się zastąpić. Dlaczego? Bo dziewczyna wprowadziła go w życie jako pierwsza. Dająca do myślenia satyra na dzisiejszy brak wyczucia i maniery.

Copycat trying to cop my manner
Watch your back when you can’t watch mine
Copycat trying to cop my glamour

Why so sad, bunny, you can’t have mine?

Następnie, w idontwannabeyouanymore dostajemy robiący wrażenie monolog o zwalczaniu własnych niepewności i aspektach ją frustrujących. Raz jeszcze klimat i trafność wielu linijek, nawiązujących nie tylko do samego podmiotu (jeśli łzy mogłyby być butelkowane, mielibyśmy baseny wypełnione modelkami). Stosując hiperbolę, pokazuje, że ona również (tak jak modelki) powinna mieć możliwość ukazania własnych emocji i zdjęcia maski. W połączeniu z lekkim jak skowronek głosem, chcemy jedynie słuchać i słuchać. Trzeci utwór my boy opowiada o fałszywym chłopcu i nieudanej miłości. Nic ambitnego, ale to chyba najrytmiczniejsza pioseneczka. Refren siedział mi w głowie ze dwa tygodnie, tak dobrze udało się Finneasowi O’Connellowi (brat autorki) go wyprodukować.

My boy’s being sus and he don’t know how to cuss, he just sounds like he’s tryna be his father (Who are you?)
My boy’s an ugly crier but he’s such a pretty liar and by that I mean he said he’d „change”
My boy x 3
Don’t love me like he promised
My boy x 3
He ain’t a man and sure as hell ain’t honest

My boy, my boy, my friends, I love my split ends
(Alright dude, go trip over a knife)

Rejony watch podchodzą trochę pod komercję, a kolejne opisy nieszczęśliwych wypadków miłosnych nadają krążkowi młodzieżowego wydźwięku. Całe szczęście możemy uwierzyć w przedstawione historie i wypadki, dodatkowo zwrotki zachwycają i bawią (usiądę i obejrzę, jak twój samochód się pali, ogniem, który rozpaliłeś we mnie). Uczucie dla nastolatek w tym wieku staje się czymś priorytetowym. Dlatego nie zadzierajcie z Eilish, inaczej stracicie autko. Zabieg w party favor zaskakuje, kiedy – przy akompaniamencie ukulele – dzwoni i zrywa z gościem (głos jej jest wyciszony, nagrywa mu się na komórkę w dniu jego urodzin). Sam fakt, że nie była na jego imprezie, o czymś świadczy. Numer piąty kompozycyjnie przypomina piosenkę śpiewaną z takich okazji. Oj przemyślane.

Bellyache zaczyna się od czegoś w rodzaju chórków i na tej samej podstawie funkcjonują przejścia. Sympatyczna gitarka i wyśpiewane Where’s my mind? pobudzają do tańca i śpiewu. Zainspirowana Creatorem, napisała tekst o bólu brzucha i psychopatce. Wrażenie pozostawia słuchacza z gęsią skórką. Patrząc na nią albo jej najnowszy singiel you should see me in a crown, pomysły te nie powinny dziwić. Dajcie mi więcej Eilish psychopatki!

Praktycznie końcówka, a poetyckie Ocean Eyes większość z was powinna przynajmniej kojarzyć. Sto piętnaście milionów na Spotify nie wzięło się znikąd. Buduje nastrój zagubienia i depresji, wręcz desperacji, w której nie potrafi się odnaleźć — a wszystko przez te niebieskie, morskie oczy. Ktoś stwierdzi, że cały album podchodzi pod dziecinadę. Zachęcam wtedy wrócić do tytułu i wstępu. Szesnastoletnia dziewczyna zauważa więcej niż rówieśnicy. Gdy inni podążają za nowinkami i pierdołami, ona wyśmiewa takie zachowania i przekształca je w uzależniające piosenki. Pióro w jej dłoniach to zabójcza broń. Jeżeli pomyślicie, że wydźwięk albumu zaczyna się klarować, hostage zmyli was po raz kolejny. Metaforycznie porównując związek ze swym despotycznym kochankiem do zostania zakładniczką (spostrzegawczy zauważą nawiązanie do Syndromu sztokholmskiego), kończy niespełna trzydziestominutową Ep-kę. Sam chciałbym napisać i nagrać takie hity. Pozostało mi je recenzować…

I don’t know what to do
To do with your kiss on my neck
I don’t know what feels true
But this feels right so stay a sec
Yeah, you feel right so stay a sec
And let me crawl inside your veins
I’ll build a wall, give you a ball and chain
It’s not like me to be so mean
You’re all I wanted
Just let me hold you
Like a hostage

Około co dwa tygodnie puszczam sobie dont smile at me i wchodzę w muzyczny trans. Aktualnie oczekuję jej nowego albumu studyjnego, zostanie on wydany jeszcze w tym roku. Także czekamy i czekamy. Czytelników zapraszam do zapoznania się z moim największym odkryciem marca 2018. Dajcie się ponieść wiatrom ambitniejszego popu!


Artysta: Billie Eilish

Album: dont smile at me

Gatunek: Art Pop, Electropop

Rok Wydania: 2017

Wytwórnia: Interscope Records

Najlepsze utwory: watch, bellyache, ocean eyes

Ocena: 9/10

Open in Spotify

Zdjęcie tytułowe: okładka albumu dont smile at me

Jan Tracz

Studiuje filmoznawstwo na uczelni King's College w Londynie. Współpracuje z portalem Movies Room, publikował dla Filmawki. Kupuje w kinie wszystko, co jest choć trochę ckliwe, przegadane lub osobliwe. Nie pogardzi zabawą formą i łączeniem gatunków albo dobrym akcyjniakiem. Fan stylistyki Daviesa, opowieści Linklatera, humoru Allena, klasyki Wildera, a nawet oniryzmu Felliniego. Czasem poszukuje w filmie melancholii na miarę książek Conrada i Faulknera. Największy fan "Dumy i uprzedzenia" na świecie. Od niedawna zachwyca się musicalami, a przy okazji świetnie się bawi na dusznych horrorach. Czechofil, audiofil i entuzjasta tenisa. Uwielbia wywiady, rozmowa z ludźmi to dla niego sama przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *