Jesteśmy dorośli, dlaczego wciąż niepoważni? – Recenzja albumu Trouble Will Find Me (The National)

Amerykańscy odpowiednicy Radiohead nie muszą nic nikomu udowadniać. Ich popularność nigdy nie miała tendencji spadkowej, wciąż zyskują fanów na całym świecie. Według krytyków nie wydali słabej płyty, sam portal Pitchfork przyjął ich pod swego rodzaju patronat. Rok temu wydali siódmy album studyjny zatytułowany Sleep Well Beast  dla mnie obok Songs of Experience (U2) LP roku. Dzisiaj jednak przyjrzymy się ich wcześniejszemu dziełu, które stawia okropnie krępujące pytania i jest po prostu trzynastopiosenkową spowiedzią czterdziestolatków coraz to mniej wierzących w sielankę dorosłości.

Siła The National od zawsze stała w ogóle konstrukcji ich oryginalnej muzyki. Oprócz trafiających w sedno tekstów chłopaki zaskakują warsztatem i pomysłowością. Matt Berninger zachwyca słuchaczy swym przepięknym barytonem, trochę zmysłowym, trochę zmęczonym  idealnie wkomponowującym się w tło piosenek. Do tego wyborni gitarzyści bracia Dessnerowie, a także basista i perkusista Devendorfowie. Ten ostatni zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ na dany moment należy do czołówki alternatywnych muzyków grających na tym instrumencie. Wcześniejszy album Boxer należał właśnie do jego popisów, lecz ten głównie opiera się na całokształcie. Zespół to jedność i zbiór utworów z TWFM udowadnia, że tylko dzięki współpracy tworzą najbardziej porywające dźwięki. Przejdźmy do meritum.

Zespół The National
Źródło: UMag Mag

Trouble Will Find Me przedstawia się jako wydanie praktycznie idealne. Intrygująca okładka ukazuje metaforę odbić nas samych, jak również fragmentaryczność własnego ja (autorem pomysłu jest Bohyun Yoon, który umieścił swoją oryginalną instalację w Rhode Island School of Design). Wydźwięk zatem powinien być prosty do interpretacji, wraz z wiekiem zmieniamy się, przekształcamy lub rozszerzamy poglądy na świat, zdajemy sobie sprawę, że dorosłość nie jest usłana laurami. Twórcy jednak nie walczą z tymi spostrzeżeniami, nie starają się zmienić otaczającej ich rzeczywistości, a raczej pogodzić się z takim stanem rzeczy. Chcą pokazać, że warto robić swoje, gdy mamy jeszcze czas, kochać, póki nadarza się okazja, troszczyć się,  kiedy mamy o kogo. Motyw śmierci przeplata się w danych kompozycjach, Berninger i spółka starają się przystosować słuchacza do tego stanu rzeczy. Negatywne myśli pozostają z Mattem aż do końca, chce jedynie zręcznie ubrać je w słowa.

I’m not alone
I’ll never be
And to the bone
I’m evergreen
And if you want (dead seriously)
To see me cry (don’t swallow the cap)
Play „Let It Be” (pat yourself on the back)
Or „Nevermind” (dead seriously)

Don’t Swallow the Cap (refren powyżej) jako jeden z (dla mnie) trzech przodujących utworów płyty, stawia na szczere dźwięki i prawdy. Budując klimat przy pomocy wyrazistej perkusji i porywających chórków, wysłuchujemy nie do końca szczerych wyznań podmiotu, próbującego wmówić sobie, że wszystko będzie w porządku. Niestety nie jest, spójrzmy choćby na kontrast pomiędzy refrenem a trzecim wersem (nie jestem samotny, nigdy nie będę/jestem zmęczony, marznę, zapominam o wszystkich). Demons przykładowo opowiada o rozterkach protagonisty, który boi się tego, co może wystąpić następnego dnia. Gdy budzi się rano, widok miasta jedynie go straszy. Te wszystkie swoje wizje czy demony tłamsi w sobie, nie wiedząc, kiedy ta emocjonalna bomba w nim wybuchnie. Artyści zadają pytania, zostawiając nas ze scenariuszami bez odpowiedzi. Może to i lepiej. Personalny rachunek sumienia nigdy nie brzmiał tak dosadnie.

Joe, I’ll always think of you
As the kind of child who knew
This was never gonna last
Oh, Joe, you fell so fast

Hey Joe, sorry I hurt you, but
They say love is a virtue, don’t they?
Hey Joe, sorry I hurt you, but
They say love is a virtue, don’t they?
Hey Joe, sorry I hurt you, but
They say love is a virtue, don’t they?
Hey Joe, sorry I hurt you, but
They say love is a virtue, don’t they?

Sea of Love wjeżdża w nas niczym rozpędzony autokar, wyraziste gitary podkreślają poczucie wyobcowania i nietypowy klimat pytań  pytań do Joe, kochanki której zarzuca brak romantyzmu, uczucia. Nie rozumie dlaczego, stara się tłumaczyć ten fakt, parafrazując Franka Lloyda: Love is the virtue of the heart (Miłość jest darem dla serca). Nie ważne ile razy cokolwiek spieprzy, ona powinna wciąż stać przy nim ramię w ramię  bo na tym polega miłość. Przecież są dorośli, dlaczego więc zachowują się niepoważnie. W trakcie przesłuchiwania płyty, dane mi był obejrzeć Przed północą , ostatnią część trylogii Liklatera. Jeśli jakimś cudem przekonam was do TWFM, proponuję zainteresować się tą serią. Wtedy SoL stanie się literalnie najlepszym utworem albumu, choć wcale nie musi nim być!

Drugi ukryty diament płyty I Need My Girl z arcyciekawym, uzależniającym motywem gitarowym staje się chyba najbardziej wzruszającą pozycją. Matt określił ją, jako poważną i poetycką. Gdy przyjrzymy się partiom wokalnym, zabrzmi jak wołanie o pomoc, o potrzebę bliskości drugiej osoby. W ciężkich chwilach zawsze kogoś potrzebujemy  siostry, dziewczyny, znajomej, mamy. I chyba o tym jest albumowy numer 10.

Oczywiście TWFM genialny w stu procentach nigdy nie był. Fireproof okazał się niezłym (choć wciąż mocno melancholijnym) kuzynem Racing Like a Pro z poprzednich lat  motyw strasznie podobny i tym razem pretensjonalny. Tak samo mam z Humiliation; jeden z ty utworów, o których szybko zapomnimy. Płyta ma parę gorszych momentów, ale nawet te gorsze okazują się lepsze od teraźniejszych nowości.

Jenny, I am in trouble
Can’t get these thoughts out of me
Jenny, I’m seeing double
I know this changes everything
It takes a lot of pain to pick me up
It takes a lot of rain in the cup

Trouble Will Find Me idealnie wpisuje się w konwencję idyllicznej, choć deszczowej jesieni. Nie jest inwazyjne, nie stara się zmienić racji słuchacza. Mistrzowie atmosfery i żalu stworzyli zestaw melodii dla swojego i kolejnego pokolenia. Trzynaście hymnów o miłości i zapomnieniu, niczym u Cohena układa się w spoistą, przyjemną całość.


Artysta: The National

Album: Trouble Will Find Me

Gatunek: Indie Rock, Post-Punk Revival

Rok Wydania: 2013

Wytwórnia: 4AD

Najlepsze utwory: Sea of Love, I Need My Girl, Don’t Swallow the Cap

Ocena: 8/10

Open in Spotify

Zdjęcie tytułowe: okładka albumu Trouble Will Find Me

 

 

 

Jan Tracz

Niesforny pasjonat kultury to po pierwsze. Aktualnie pisze o filmie na portalu Film.org. Publikował na Movies Roomie i Filmawce, a niektóre prace na Filmwebie; bawi się w dziennikarstwo i współpracuje z ludźmi z branży. Uwielbia muzykę, co jakiś czas sięga po kolejne wydawnictwa — od alternatywy, po zwykłego rocka i pop. Zamiłowany w historii i literaturze, nie zdzierży dnia bez książki. Co oprócz tego? Powoli poznaje świat psychologii, jak również jest wielkim fanem tenisa ziemnego. Chodzi w lenonkach, nawet kiedy nastaje noc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *