Minimalistyczna konsekwencja podszyta ironią – Recenzja filmu The Party

Burzliwe wydarzenia na tle światopoglądowym ostatnich lat doprowadziły do renesansu kina zaangażowanego. Wyraźny podtekst polityczny wyczuwalny jest także w najnowszym dziele brytyjskiej reżyserki Sally Potter pt. The Party, uderzającym w  pseudo inteligentne elity, które mówią o podniosłych ideach wyzwolenia XXI wieku. Pytanie, czy naprawdę w nie wierzą? Czy kiedykolwiek wierzyli?

Kadr z filmu The Party 

Siedem grzechów głównych europejskich elit

Tym razem Sally Potter, znana przede wszystkim jako autorka obrazów poświęconych poszukiwaniu własnej tożsamości (Orlando) oraz pozycji kobiet we współczesnym świecie (The Gold Diggers), koncentruje się na problemie odbiegającym od dotychczas podejmowanych przez nią tematów. Portretuje – jeśli nie w krzywym, to przynajmniej w lekko zakrzywionym zwierciadle – grupę przyjaciół zebranych na kameralnym przyjęciu w londyńskim mieszkaniu Janet (Kristen Scott Thomas) i Billa (Timothy Spall). Zgodnie z wizją reżyserki, grono to stanowi upostaciowiony stan ducha współczesnej Wielkiej Brytanii. Przestrzeń, w której rozgrywa się akcja, zmienia się natomiast w złożone z salonu, kuchni, łazienki i niewielkiego patio laboratorium charakterologiczne. Bohaterowie dramatu – jako że forma The Party jest bardzo teatralna, nawiązująca do klasycznej salonowej farsy -, którzy zyskując intratne stanowiska oraz akademickie tytuły, z biegiem lat utracili młodzieńczy idealizm, nie są bowiem jedynie materializacjami głównych grzechów brytyjskich sfer wyższych. Wraz z rozwojem akcji ukazują się jako ludzie targani gwałtownymi emocjami, skrywający bolesne tajemnice i namiętności.

Monochromatyczna obłuda

Na razie jednak na ekranie panuje swobodna atmosfera, z kuchni roznosi się zapach pieczonego mięsa, w tle słychać zaś spokojne dźwięki ukochanych jazzowych utworów nieco wycofanego, widocznie wypalonego gospodarza. April (doskonała Patricia Clarkson) – cyniczna, wygadana przyjaciółka pani domu – wznosi pierwszy toast dla uczczenia zawodowego sukcesu Janet, której przyznano tekę ministra zdrowia w laburzystowskim Gabinecie Cieni. Razem z nimi świętują również zafascynowany medycyną alternatywną ekscentryczny Gottfried (zaskakujący talentem komediowym Bruno Ganz), zamożny bankier Tom, którym nie-tak-znowu-skrycie pogardza reszta towarzystwa (Cillian Murphy),  a także miotająca się  między kuchnią a ogródkiem homoseksualna para złożona z pierwszej wody lesbijki i drugorzędnej intelektualistki Marthy oraz jej młodszej, ciężarnej partnerki Jinny. Goście szybko zapominają jednak o pozorach i rozpoczynają zażartą dyskusję na najbardziej kontrowersyjne tematy dzielące brytyjską scenę polityczną. Ten paradoks doskonale oddaje niejednoznaczny tytuł obrazu, sugerujący również wiszący w powietrzu konflikt, zapowiadany przez dziwaczne zachowanie Toma, nieobecność Marianne i tajemnicze telefony gospodyni.

Kadr z filmu The Party

O kawiorowej lewicy, dla kawiorowej lewicy?

Zaskakujący może wydawać się fakt, iż tworząc przenikliwą satyrę na postawy i zachowanie elit, Potter decyduje się na tak niszowy sposób podania tych treści. Film zdaje się bowiem próbować – poprzez minimalistyczne, czarno-białe zdjęcia, dobór muzyki, rozbudowane (choć błyskotliwe!) dialogi (Dzieci … Jinny, Martho, wybaczcie, ale dzieci przychodzą na świat każdego dnia; każdego dnia rodzi się ich tyle, że zaczyna to zagrażać przyszłości naszej cywilizacji. Nie codziennie zaś jedno z nas zostaje ministrem) i powolny rozwój akcji – raczej zniechęcić, niż przyciągnąć przeciętnego, żądnego niewyszukanej rozrywki widza. Brytyjska reżyserka wychodzi jednak widocznie z założenia, że już poprzez dobór tematu odcięła się od części potencjalnej publiczności i nie oglądając się za siebie, podąża obraną drogą. Owa konsekwencja w działaniu sprawia, że obraz zachowuje spójność, a zastosowane przez Sally Potter środki wyrazu sprawiają, iż nie staje się on jedynie wulgarnym paszkwilem, lecz eleganckim dziełem, utrzymanym w specyficznym, vintage’owym klimacie.

Katharsis (lub jego brak) wśród zapachu spalenizny

Klimat stopniowo staje się duszny i to nie tylko za sprawą spalonej pieczeni, o której w ferworze wydarzeń zapomniała Janet. Bohaterowie, począwszy od gospodarza, zaczynają bowiem w bezpardonowy sposób ujawniać od dawna skrywane tajemnice. Wobec wychodzących na jaw faktów pokazują zaś, podobnie jak postacie w Rzezi Polańskiego, swą prymitywną, zwierzęcą, choć zarazem najbardziej autentyczną część osobowości. Cięte riposty i inteligentny humor ustępują więc – w sposób całkowicie uzasadniony – miejsca eskalacji przemocy fizycznej.

Koniec następuje nieoczekiwanie, w chwili największego zagęszczenia akcji i szczytowym punkcie konfliktu. Udziałem widzów nie staje się zatem oczyszczenie, którego dostępują bohaterowie, z początku niezachwianie wierzący w wyzwalającą moc prawdy. Prawdy, która w najmniej spodziewanym momencie spali ich jednak bez litości i zbędnej kurtuazji.


Kadr z filmu The Party

 

Ilustracja wprowadzenia: Kadr z filmu The Party

 

 

Natalia Nieróbca

Natalia Nieróbca

Współtwórczyni Culture Café. Jej największą pasją są podróże. Od czasu do czasu organizuje spontaniczne wypady do różnych ciekawych miejsc w Europie. Wielbicielka żeńskich końcówek wyrazów, sztuki nowoczesnej oraz filmów Sally Potter. Interesuje się także historią i polską poezją śpiewaną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *