Recenzja najnowszej płyty The Dumplings: Raj – raj porywający, raj taneczny, raj pod słuchacza bezpieczny

Polska alternatywa ostatnio zalewa nas masą nowej zawartości, która nie do końca okazuje się tak wspaniała, jak twierdzą nastoletnie fanki Małomiasteczkowego hitu. I o ile Daria Zawiałow lub Zalewski zachwycają, to całą resztę krytycy co najwyżej wyśmiewają. Ja również z części wykonawców drwię, choć ze mnie jest bardziej impertynencki pasjonat, niż znawca. Niedawno na scenę muzyczną powrócili The Dumplings z najnowszym wydawnictwem zatytułowanym Raj. Czy pozytywny odbiór wśród słuchaczy wiąże się z wysoką jakością produktu? Raczej połączyłbym go z tak zwanym zjawiskiem hype’u, choć sam album potrafi złapać za serducho.

Przyznam się do czegoś  to moje pierwsze zetknięcie z muzykami z Zabrza. Fakt faktem słyszałem utwór z wydawnictwa nowOsiecka, ale jedna piosenka inspirowana wybitną twórczością autorki w żaden sposób nie pozwoliła w pełni wypowiedzieć się o The Dumplings. Sięgając zatem po Raj, ździebka zaintrygowany elektronicznymi doznaniami, z lekka chętny obalić mit internetowego fenomenu, oczekiwania miałem nieszczególne. Wrażenie przychylne, bo siła przekazu i prostota nagrania mnie po prostu zaskoczyły. Niczym Muhammad Ali album uderzył mnie mocarnie w twarz, upadając, moje własne negatywne nastawienie zniknęło wraz z czarną mgłą akompaniamentu przed oczami.

Raj ukazuje się jako zestaw ośmiu piorunująco dojrzałych i elektryzujących kompozycji. Te przymiotniki powiązane z prądem nie są przypadkowe. Album porywa, syntetyzatory szokują – są gniewne, nieprzewidywalne.  Takie jest właśnie Kino, piosenka rozpoczynająca muzyczną przygodę z przytupem. Z początku łagodne, przygotowujące na nagły huk, sugestywnie opisuje zjawisko obserwowania czyjegoś życia przez innych ludzi, właśnie tak jak w kinie (Chwilowe, za dwie godziny wyjdą/I odpoczniemy od przeżywania).

Zwróćcie dodatkowo uwagę, co wyrabia z wokalem Justyna. Cuda niewidy kochani! To głos, którego potrzebowaliśmy i na który po prostu fani elektroniki zasługiwali. Zmysłowy, delikatny, przyjemny, nadający się zarówno do momentów przygnębiających, jak i tych nieco weselszych. Pokaz talentu następuje również w utworze Przykro mi, gdzie w sposób nienaganny podmiot żegna się z przeszłością. Gdyby nie wokalistka, wydźwięk nie byłby taki sam. Świetnie połączyła romantyczność z uczuciem mroku, ciężkiego i załamującego. Akurat on jest praktycznie ciągle wyczuwalny, co nadaje niepowtarzalnego klimatu magii i zagubienia.

Gdy jestem szczęśliwa
Próbuję cię spotkać znów pierwszy raz
Nie patrzeć tak życzliwie
Swoją pierś poczuć i o nią dbać

Zaśpiewam drzewom, zaśpiewam kwiatom
Że im dziękuję i że przepraszam
Zaśpiewam drzewom, zaśpiewam kwiatom
Że im dziękuję i że przepraszam

Nie dajcie się zwieść okładce Raju i jej nieprzeniknionej ciemności. Trzeci album The Dumplings jest również niesłychanie taneczny, a przy tym pocieszny. Nieszczęśliwa nadaje się przecież na dobrą imprezę a’la lata ’80. Można do niej śpiewać, skakać i cieszyć się życiem. Tak samo z Frankiem (tytuły są zawsze ogromnymi podpowiedziami!), gdzie pomimo trudności tematycznej (interpretacja odczuć Franka Slade’a – Al Pacino – z pamiętnej sceny tańca z  filmu Zapach Kobiety) muzyka nakręca słuchacza i wyzwala optymistyczną energię. Do tego tytułowy Raj, który wystrzałowo zabiera nas w najlepsze i najprzyjemniejsze rejony muzyki dance. Połowa płyty napełniona jest radiowymi bangerami i jedynie czekam, aż usłyszę którąś z nut w samochodzie.

Sprawdźcie również: Recenzja EP-ki dont smile at me (Billie Eilish) 

Puśćcie sobie ten fragment, wyciszcie go, a następnie odpalcie Frank. Wrażenie niesamowite!

Wydawnictwo Raj proponuje parę nowości; wszystko zostało nagrane w języku polskim, dostajemy też próbkę fascynacji muzyką wschodnią, której zapewne należy oczekiwać w przyszłości w nieco większej ilości. Nazwałem jednak album bezpiecznym, bo w sumie na taki się sam kreuje. Struktury utworów są pierwszorzędne, ale nie zaskakują autorskimi rewelacjami. Sporo w tej płycie słyszę Jacka Garratta i jego debiutanckie Phase, a od dawna mam do tego krążka parę zastrzeżeń. Oczywiście jako laik elektroniki i tak będę męczyć Raj. I tu mam żal do Justyny i Kuby. Za krótko! Osiem utworów mijających w muzycznej ekstazie to za mało. Jest to wada, gdyż album szybko może się przejeść. Niestety, trzeba kombinować i go sobie dawkować, bo inaczej skończymy z poczuciem: za dużo, oj za dużo. Pewnie zabrzmiałem jak pedant próbujący doczepić się czegokolwiek, ale uwierzcie, że trzydzieści dwie minuty nie wystarczają. Jeśli mi kiedyś The Dumplings sensownie wytłumaczą manewr postawienia na krótką formę, podwyższam ocenę. Słowo honoru!

The Dumplings
Trasa koncertowa zespołu The Dumplings/Facebook – to co, kto chce relację z warszawskiego koncertu?

Zabierz mnie tam, gdzie głos obowiązku a kompletny brak serca
Zabierz mnie tam, gdzie ciało nie płonie
Wszystko jest rozsądne, odpowiednie
Zabierz mnie tam, gdzie głowa spokojna unosi się myślą czystą
Zabierz mnie tam, gdzie będzie nudno, ale gdzie będę szczęśliwy

Sprawdźcie również: Recenzja albumu Trouble Will Find Me (The National) 

Natknąłem się na krążek brawurowy, troszkę niecodzienny, a przede wszystkim wdzięczny. Dlaczego? Bo gdy damy mu szansę, odwdzięczy się ekspresją Synth-popu i oczaruje słuchacza. Raj za dziesięć lat nie będzie albumem, który krytycy rozdrobnią na atomy i przytoczą w pracach o polskiej alternatywnie. Całe szczęście nasz utalentowany duet tego nie potrzebuje. Satysfakcja, że ludzie zachowają w pamięci tę płytę i do niej powrócą, jest jeszcze lepsza. Jestem pewien, że tak się stanie. Podpisuję się pod tym.


Artysta: The Dumplings

Album: Raj

Gatunek: Electronic, Synth-pop

Rok Wydania: 2018

Wytwórnia: Warner Music Poland

Najlepsze utwory: Kino, Raj, Uciekam, Przykro mi, Frank

Ocena: 8,5/10

Open in Spotify

Zdjęcie tytułowe: okładka albumu Raj

 

 

Jan Tracz

Studiuje filmoznawstwo na uczelni King's College w Londynie. Współpracuje z portalem Movies Room, publikował dla Filmawki. Kupuje w kinie wszystko, co jest choć trochę ckliwe, przegadane lub osobliwe. Nie pogardzi zabawą formą i łączeniem gatunków albo dobrym akcyjniakiem. Fan stylistyki Daviesa, opowieści Linklatera, humoru Allena, klasyki Wildera, a nawet oniryzmu Felliniego. Czasem poszukuje w filmie melancholii na miarę książek Conrada i Faulknera. Największy fan "Dumy i uprzedzenia" na świecie. Od niedawna zachwyca się musicalami, a przy okazji świetnie się bawi na dusznych horrorach. Czechofil, audiofil i entuzjasta tenisa. Uwielbia wywiady, rozmowa z ludźmi to dla niego sama przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *