Pad Thai z domieszką Buddy, czyli trochę o Tajlandii

Gdy piszę teksty o Azji Południowo-Wschodniej, zawsze przypomina mi się jedna sytuacja z Bangkoku. Byłem wtedy głodny jak wilk, po wyjściu z kilkunastogodzinnego lotu, na którym na szczęście mieliśmy do wyboru całkiem dobrej jakości jedzenie. Poszukując restauracji, zapuściłem się trochę dalej, niż zamierzałem, i cóż, zabłądziłem. Nie miałem bladego pojęcia gdzie jestem. Trochę spanikowałem, bo zaczynało zachodzić słońce, a Bangkok nie jest najbezpieczniejszym miastem nocą. Wstąpiłem więc do pierwszej lepszej knajpy na rogu i natychmiast tego pożałowałem. Przywitał mnie gęsty dym papierosowy, hałaśliwi Azjaci oraz specyficzny zapach, o którym będzie trochę później. Chcąc nie chcąc, usiadłem. Chciałem mieć to za sobą i wrócić do pokoju jeszcze przed zmrokiem.

Przykład rozwarstwienia społeczeństwa w Bangkoku, w tle luksusowy wieżowiec/przygodowanie

Pomijając okropny upał i wysoką wilgotność, Bangkok był przyjemnym, tętniącym życiem miastem. Ale nie po zmroku. Dlatego, wybierając lepiące się menu, wskazałem łysemu Tajowi za ladą obrazek z pad thai. Jest to rodzaj smażonego makaronu ryżowego z przeróżnymi dodatkami, które najczęściej są tym, co wpadło kucharzowi w ręce, przeglądając lodówkę. Z wyblakłego zdjęcia nie byłem w stanie wyczytać rodzaju mięsa, więc zdałem się na łaskę losu. Po nie więcej niż dwóch minutach dostałem całkiem sporą miskę parującego makaronu, przemieszanego z orzeszkami, jajkiem, kiełkami fasoli mung oraz krewetką. Miałem nieco obaw co do tej krewetki, jednak po spróbowaniu dania nawet nie poczułem jej smaku. Czułem wyłącznie żar, wypalający od środka jamę ustną, a po przełknięciu ból podążył w dół, poprzez przełyk, i aż do żołądka, gdzie rozsiadł się i nie zamierzał ruszyć. Pomimo tej ostrości zjadłem całą miskę, bo wiedziałem, że przynajmniej w tak ostrym daniu nie ma żadnych zarazków, tak powszechnych w tajskiej florze jelitowej, natomiast znikome u Europejczyków. Nie przewidziałem jednak, że mimo tego, że nie dostałem zatrucia pokarmowego, to miało to jednak skutki uboczne, odczuwane przez cały następny dzień i połowę drugiego.

pad thai
Znacznie ładniejszy pad thai, niż ten mój/tastingtable

Wychodząc z knajpki, skierowałem się w stronę wszechobecnych w Bangkoku sklepów z wszystkim i z niczym. Tam za grosze kupiłem mapę Bangkoku, podkoszulek marki Gocci oraz wodę. Picie innej wody niż butelkowana nie skończy się dobrze. Wracając zgodnie z mapą, zauważyłem, że po drodze jest buddyjski wat, czyli świątynia, a te w Bangkoku są podobno kompletnie inne. Wejście wyglądało dość skromnie, coś jak nasz wiejski kościół. Cały kompleks świątynny jest zazwyczaj podzielony na dwie zasadnicze części: część główną, ogrodzoną murem z posągami buddów i związaną z kultem, zwaną phutthawat (świątynia Buddy), oraz część mieszkalną przeznaczoną tylko dla mnichów, znajdującą się poza głównym ogrodzeniem, zwaną sanghawat. Dodatkowo mogą istnieć sale dla pielgrzymów, ogrody albo przeróżne inne miejsca. W Bangkoku jest troszkę inaczej, jako, że jest to dość sporych rozmiarów metropolia, wszystko jest upchnięte bez ładu i składu, zminiaturyzowane do granic możliwości. Są oczywiście potężnych rozmiarów waty wznoszące się na dziesiątki tysięcy metrów, ale w centrum Bangkoku można spotkać takie miniwaty.

Wat
Wat Arun, świątynia w Bangkoku/shutterstock

W świątyniach buddyjskich mamy obraz przepychu. Kosztowności, biżuteria, diamenty, brylanty, świecidełka, lampeczki. No i złoto. Złota na tony, choć to najczęściej zwykła pozłotka, pokrywająca spiżowy lub mosiężny korpus. I tak jest wszędzie, jeżeli wat buddyjski nie kapie złotem, to powinno się go zburzyć, a na jego miejsce postawić prawdziwy, bogaty i prestiżowy. Ale mówimy tak dużo o buddyjskich świątyniach, a przecież nie ma tu ani słowa o samym buddyzmie. W buddyzmie, jak w islamie, mamy kilka odmian, przy czym na główny plan wybijają się trzy: mahayana, głównie w Wietnamie i Laosie, tybetański, rozpowszechniony w Tybecie, oraz therewada, który opanował większość Azji Południowo-Wschodniej, w tym i Tajlandię. Wyznawcy tego rodzaju buddyzmu uznają, że podczas swojego całego życia zdobywa się karmę i przechodzi w kolejne reinkarnacje. Ostatecznym celem wiernych jest osiągnięcie nirwany. Osoba, która osiągnie nirwanę, uwolniona jest od cierpienia i jego przyczyn, a po jej śmierci nie dochodzi do kolejnego wcielenia. Podstawą religii jest kontemplacja, medytacja oraz skupienie.

Dalai Lama
Jestem mnichem buddyjskim, ale szanuję wszystkie religijne tradycje – Tenzin Gjaco (popularnie Dalajlama)/materiały prasowe

Sami Tajowie są bardzo religijni. Podczas ich codziennego dnia możemy wyróżnić wiele aktywności, które determinowane są przez religijność i obyczaje religijne.Odmiana buddyzmu wyznawanego przez nich jest połączona z hinduizmem. Ogólnie religie azjatyckie są bardzo tolerancyjne, i bardzo łatwo harmonizują inne religie. Nie są ekspansywne, a znaczna większość z nich ma elementy karmiczne, tj. za dobre uczynki odpłaca nam się dobrymi uczynkami i analogicznie. Ludzie, którzy są bogaci lub mają władzę najprawdopodobniej zasłużyli sobie w poprzednim życiu, a biedacy pokutują za grzechy przeszłości. Mnisi buddyjscy żyją ascetycznie, zazwyczaj żywiąc się zaledwie jednym posiłkiem w ciągu dnia. Świątynia nie należy do nich, jest tylko wyrazem uwielbienia w stosunku do Buddy, które chcą wyrazić.

Mnisi
Medytacja mnichów buddyjskich/theologyandthecity

Naród tajski jest zróżnicowany na wielu płaszczyznach, które połączone są więzami krwi, religijnością i wspólną kulturą. Tajlandia ma bardzo bogatą historię, z wieloma ciekawymi zabytkami wartymi zobaczenia. Jej kultura jest przesycona sztukami walki, ostrym jedzeniem z pad thai na czele. Jest pięknym i wspaniałym krajem, z pewnością wartym odwiedzenia.

Sprawdźcie również: Nieznane zwyczaje niezrozumianych państw #1 – Izrael 

Sprawdźcie również: Nienaganna Japonia i jej nietuzinkowe odstępstwa 

 

 

Zdjęcie tytułowe: Tajlandia osobliwiej/utazom

Avatar

Maciej Jakubik

Zapalony podróżnik głodny przygód. Lubi dobre jedzenie i tanie wino, nie pogardzi droższym. Uwielbia oglądać po raz n-ty Nietykalnych. Pasjonuje go ciężka muzyka oraz biografie. Nie wyjdzie z domu bez słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *