Nieznane zwyczaje niezrozumianych państw #2 – Chiny, walki zwierząt, brutalne streamy

U nas boks, KSW i MMA. W Chinach kung-fu, a obok tego walki świerszczy, psów czy koni. Co takiego Chińczycy widzą w krwawych pojedynkach niewinnych zwierząt i dlaczego są z nich dumni? Jak wyglądają potyczki, turnieje czy streamy z takich bitew? Ile to wszystko kosztuje i ile można na tym zarobić? Czy organizacje dbające o prawa zwierząt ingerują w tę tradycję? Dziś odbędziesz brutalną i szczerą podróż. Nie tylko wyobrazisz sobie to okrucieństwo, ale też zobaczysz je na własne oczy.

walki zwierząt
Fot. Shiho Fukada, The New York Times

Mały, ale wariat – pojedynki świerszczy

Czy wiesz, że te niewielkie stworzonka potrafią walczyć? Zdziwiłem się, kiedy dotarło do mnie, jak bardzo popularne w Chinach są ich starcia. Od ponad tysiąca lat świerszcze pojedynkują się i dostarczają uciechy nie tylko zwykłym obywatelom, ale nawet władzom. Kiedyś cesarze, a teraz lokalni urzędnicy wspierają organizację turniejów. Najpopularniejszy z nich odbywa się w Pekinie, gdzie każdy zawodnik może mieć ze sobą aż trzydziestu pięciu osobników. Są one ważone niczym w boksie. Ale jak właściwie wygląda przygotowanie do walki i samo starcie?

Wszystko zaczyna się od zakupu świerszcza, najczęściej w północno-wschodniej prowincji Shandong, gdzie znajdują się najlepsze okazy. Co wyróżnia dobrego wojownika? Przede wszystkim duża głowa, szeroka szyja i twarde nogi. Za taki okaz Chińczycy płacą nawet do pięćdziesięciu dolarów, choć najtańsze, a zarazem najsłabsze, kosztują jedynie dwa dolary. W całym Państwie Środka na te zwierzątka wydaje się rocznie ponad sześćdziesiąt milionów dolarów. Załóżmy, że decydujesz się na udział w turnieju i masz swojego wybrańca w dłoniach. Co dalej? Nadajesz mu jakieś wymyślne imię jak Żółty Latający Tygrys czy Wielki Fioletowy Ząb. Moja prywatna teoria głosi, że im bardziej zawiłe, tym potężniejszy wojownik. Czy to może działać?

walki zwierząt
Fot. Jonathan Browning

Trening niewielkiego wojownika

Nazewnictwo to tylko element przygotowań. Chcesz już wpuścić swojego świerszcza na matę? Jeszcze nie teraz. Najpierw musisz odpowiednio nakarmić maluszka i dać mu dom: porcelanową miskę lub glinianą doniczkę. Co dasz mu do jedzenia? Klasyczna dieta składa się z czerwonej fasoli, koziej wątroby i robaków. Czasami warto zrobić świerszczykowi kąpiel w zielonej herbacie, ale nie tylko w niej.

Fabienne Verdier, francuska malarska, która mieszkała przez jakiś czas w rodzinie trenującej cykających wojowników, ma ciekawe doświadczenia związane przygotowywaniem ich prysznica. Najmłodszy członek tej radosnej gromady mówił, że kiedy świerszcz jest chory, trzeba wlać do mieszkanka zamiast herbaty swój mocz. Może ma to jakiś związek z polskim powiedzeniem olać kogoś ciepłym moczem?

Wieczór przed walką. Brzuch małego wojownika pęka od obżarstwa. Niecierpliwisz się i zastanawiasz, jak to będzie. Czy twój podopieczny kogoś zmasakruje? Może nie będzie aż tak krwawo. Właściwie… jak dużo pieniędzy możesz na tym wszystkim wygrać? Pogłoski mówią, że Chińczycy zakładają się nielegalnie nawet o tysiące dolarów. Jednak musisz zrobić coś jeszcze, zanim spróbujesz zasnąć. Zgodnie z XIII-wiecznym poradnikiem o pojedynkach świerszczy, przynosisz swojemu zwierzątku prezent. Wkładasz do środka jego porcelanowej miski partnerkę, która podniesie mu testosteron przed starciem.

walki zwierząt
Fot. Shiho Fukada, The New York Times

Czas na pojedynek

Walki odbywają się na ulicznych targach, gdzie przychodzi mnóstwo gapiów. W Szanghaju, w którym mieszkała wspomniana malarka i chłopiec od moczu, jest takich ponad tuzin. Wszystkie równie oblegane, choć nie tak bardzo, jak wielkie turnieje. Poza pekińskimi zawodami, istnieje też puchar Yu Sheng. O honor, chwałę i 1500$ pojedynkuje się 16 trenerów. Przypomina mi to Pokemony, tylko zamiast pika pika świerszcze mówią: cyk cyk*.

Nie możesz się doczekać? Twój pierwszy pojedynek czas zacząć. Stoisz przy niewielkim stole naprzeciwko starszego, łysego Chińczyka. Słyszysz gwar kibiców. Wrzucasz swojego towarzysza do plastikowego pojemnika. Blokada wewnątrz tej areny powoduje, że świerszcze nie mogą od razu walczyć, a co ciekawe, wcale nie chcą. Dlatego pobudzasz agresję swojego zwierzątka, dźgając go źdźbłem słomy. Kiedy jest gotowy, sędzia zdejmuje blokadę, będącą w rzeczywistości kawałkiem tworzywa. Walka trwa! Jak tu zwyciężyć, jakie są zasady? Twój świerszcz ma za zadanie wypchnąć przeciwnika poza ring albo wymusić na nim presję, żeby wycofał się – po trzech próbach ucieczki oponent zostanie pokonany. Przegrany wojownik wyląduje na ulicy i będzie czekał, aż ktoś go zdepcze. Jak mógłby wyglądać ten fascynujący pojedynek?

Streamy z walk w terrarium

Nie samymi świerszczami Chińczyk żyje. W 2016 roku popularność w internecie zdobyły transmisje pojedynków przeróżnych osobników: myszy, stonóg, skorpionów cesarskich, węży czy mrówek. Przerażające, prawda? Oczy większości z tych zwierząt były krwistoczerwone, jakby, poza samym faktem zmuszania do walk, dostawały coś na pobudzenie agresji. Może dodatkowo je głodzono? Tego nie wiem, ale sam widok takich starć przyprawiał mnie o dreszcze.

Jak taki pojedynek wyglądał? Zasady były proste i brutalne – trwał on aż do zgonu. Kombinacje zwierząt bardzo się różniły: skorpiony kontra stonoga, mysz kontra wąż, mrówki kontra skorpion i pewnie wiele innych. Skoro walki świerszczy są tak głęboko zakorzenione w chińskiej kulturze, to może i te okropne starcia w terrarium mają większe znaczenie? Niestety, nigdzie nie natknąłem się na wytłumaczenie akurat tego zjawiska, ale jeśli kiedyś je znajdę, chętnie się podzielę. Zostawiam jedyne zachowane z tego wydarzenia znalezisko. Uwaga – oglądanie może spowodować podniesienie ciśnienia lub obniżenie samopoczucia. Nie jest to sam koniec internetu, ale na pewno głębokie stadium.

Grzywacze walczą o miłość

Przeszliśmy wspólnie przez widowisko znęcania się nad niewielkimi stworzeniami, ale czy tylko je wykorzystują do rozrywki Chińczycy? Mniejszość etniczna Miao od pięciuset lat organizuje walki koni z okazji Chińskiego Nowego Roku. Zwierzęta te znane są nam głównie jako środek transportu (gdzie też poniekąd wspierają nas niekoniecznie ze swojej woli), a Miao uznają ich za wojowników. Zamiast obstawiania wyścigów, pieniądze przeznaczają na pojedynki. Kiedy usłyszałem o nich, zastanawiałem się, jak konie są zmuszane do starcia? Ich właścicieli na pewno kusi 1500$ wygranej, ale co z wierzchowcami?

Okazuje się, że wszystko udaje się za sprawą sprytnego działania na instynktach. Testosteron świerszcza przed walką pobudzany był przez partnerkę, tutaj sytuacja wygląda podobnie. Jeden z organizatorów widowiska prowadzi klacz wokół wydzielonego ringu, gdzie przebywają konie. W związku z tym stają się one agresywne wobec siebie i zaczynają starcie. Rwanie grzyw i pełny zaangażowania pojedynek wygląda ciekawie, ale oglądając go można poczuć się… po prostu źle.

walki zwierząt
Fot. dailymail.co.uk

Obiad z czworonożnego przyjaciela

Jeżeli mowa o mniejszych przyjaciołach, warto wspomnieć o Festiwalu Psiego Mięsa w Yulin. Odbywa się on tam co roku i skutkuje śmiercią ponad dziesięciu tysięcy psów. Wyjątkiem był rok 2015, gdzie jedynie (a może aż) tysiąc padło ofiarą tego święta. Nie do pomyślenia dla ludzi żyjących w cywilizacji europejskiej, prawda? Czy nikt z tym nic nie robi?

Organizacje takie jak No Dog Left Behind walczą o prawa zwierząt. Podczas każdej edycji festiwalu udaje im się ocalić kilkaset osobników. Dzieje się to dzięki ich interwencjom i udowadnianiu chociażby tego, że psy przeznaczone do spożycia zostały skradzione właścicielom. Członkowie takich stowarzyszeń tworzą petycje, które mają skłonić władze Yulin do zrezygnowania z organizacji święta. Zebrały one kilkanaście milionów podpisów, jednak wydarzenie wciąż trwa.

walki zwierząt
Fot. holidogtimes.com

Czy jest nadzieja na odejście od tradycji?

Trudno powiedzieć. Jeśli zapytasz Chińczyka, z czego jest najbardziej dumny, odpowie, że ze swojej kultury. Wielu z mieszkańców Państwa Środka właśnie ją stawia na pierwszym miejscu. Zasłaniają się oni tradycją szczególnie wtedy, gdy ktoś chce poruszyć w rozmowie z nimi jakiś niewygodny temat, choćby opisane walki zwierząt czy festiwal. Ich pozostałe argumenty to najczęściej: psie mięso nie różni się niczym od wołowiny, z czym, patrząc racjonalnie, trudno się nie zgodzić.

Jakie są inne przeszkody? Hazard, mimo jego zakazu, uzależnia i przyczynia się do tego, że pojedynki trwają od tysięcy lat. Poza tym ze sprzedaży psiego mięsa utrzymuje się wielu ludzi w pobliżu Yulin. To tak jak z naszymi i chińskimi górnikami – wiemy, że spalanie węgla niszczy środowisko, ale nie zaprzestaniemy go wydobywać, bo stracą oni pracę. Mimo wszystko mam nadzieję, że Państwo Środka w swoim hiperrozwoju i ekspansji zadba zarówno o zwierzęta, jak i planetę.

Jak myślisz, czy Chiny mają szansę na zmianę swojego podejścia do kultury? Czy te pojedynki to taka poważna sprawa? Może konie, psy czy świerszcze powinny być wykorzystywane przez ludzi tak, jak im się podoba? To niełatwe pytania, ale z chęcią przeczytam twoją opinię.

Zdjęcie tytułowe: mirror.co.uk

Paweł Gościniak

Paweł Gościniak

Jestem znany jako cesarz Chin lub zbieracz ryżu. Piszę opowieści o fascynujących podróżach i kulturach obcych - głównie Państwa Środka, Izraela oraz Szwajcarii. Powolutku pochłaniam kolejne książki sci-fi, w tym Lema. W wolnym czasie oglądam filmy i brzdąkam na gitarze, a w aktywnym czytam o psychologii i rozwoju osobistym oraz uczę się języków obcych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *