„Najważniejszą lekcją jednak było odkrycie, że nie istnieje coś takiego, jak za dużo wrzuconych zdjęć, na których jest Taika Waititi” – Kinofilia o Kinofilii [ROZMOWA]

Dzisiaj rozmawiamy z Krzyśkiem Bogumilskim, prowadzącym wyjątkowo sympatycznego i cieszącego się wśród kinomaniaków popularnością bloga Kinofilia. Ci co nie wiedzą, że posiada własną stronę, zapewne kojarzą go z konkretnych i wartościowych komentarzy pod filmami na Filmwebie. Pogadaliśmy – o jego zainteresowaniu kinem, początkach działalności i dla kogo tak naprawdę jest jego strona:

Jan Tracz: Krzysztofie, tak na wstępie – ostatnio wybiło Ci dziesięć tysięcy polubień na Facebooku. Ja również składam gratulacje, to już poważniejsza liczba. Świętowałeś ten sukces, czy życie toczy się dalej?

Krzysztof Bogumilski (Kinofilia): Dziękuję. Nie świętowałem. Grałem akurat z kolegą w Overwatcha, gdy to się stało. Zanim zaczęliśmy rozgrywkę to brakowało jeszcze kilku osób do dziesięciu tysięcy, jakieś 30 minut później, w przerwie pomiędzy meczami, odpaliłem aplikację na telefonie i zauważyłem, że dobiłem do pięciocyfrowej liczby. Pomyślałem spoko, pochwaliłem się koledze, też stwierdził, że spoko, i graliśmy dalej (śmiech). Następnego dnia wrzuciłem jeszcze na fejsie wpis o tym i w zasadzie to było tyle, życie toczy się dalej, jest to satysfakcjonujące uczucie, bo kolejne tysiące dodają profilowi jakiegoś prestiżu, ale nie ma co się nad tym za bardzo skupiać i przykładać do tego zbyt dużej wagi. Wolę się skupić na tym, jak podwoić ten wynik (śmiech).

Film
Logo Kinofilii

Masz już jakieś pomysły na to, jak podwoić ten wynik?

No pomysł jest taki sam, jak przez ostatnie kilka lat, czyli dalej cierpliwie robić swoje, wyszukiwać ciekawostki, pisać recenzje, artykuły, dzielić się wiedzą, komentować aktualne wydarzenia ze świata filmu, ale też wrzucać pierdoły, typu plakaty, memy, zwiastuny oraz różnego typu zdjęcia związane z kinem. Uważam, że na jedno i drugie powinno być u mnie miejsce, czyli część merytoryczną i część rozrywkową, oszalałabym i zanudziłbym się, gdybym przez te wszystkie lata skupił się tylko na jednym aspekcie tematu kina.

Mam wrażenie, że od początku da się wyczuć pewną dozę tajemnicy u Ciebie – na stronie nie znajdziemy zakładki O mnie, starasz się nie pokazywać światu kim jesteś. Działasz praktycznie tak, jakby blog był po prostu anonimowy. Co Cię skłoniło do takiego manewru?

Z tą anonimowością to bym nie przesadzał, bo danych osobowych nigdy nie ukrywałem. Jeżeli komuś bardzo zależy na zobaczeniu mojej twarzy to bardzo łatwo może to sobie znaleźć. Od zeszłego roku zacząłem już być rozpoznawany na kinowych korytarzach i salach podczas festiwalu Nowe Horyzonty więc taki zupełnie anonimowy to zdecydowanie nie jestem. Nie jest to oczywiście tak nagminne, jak chociażby w przypadku Sfilmowanych, których często ktoś zaczepia, ale mnie odpowiada takie latanie poza zasięgiem radaru i okazjonalne pozytywne spotkania z odbiorcami moich treści. I tak, filtruję osobiste treści, bo uważam, że czytelnikom nie jest potrzebna wiadomość o moim rozmiarze buta do czytania moich opinii o filmach (śmiech).

Cannes
Kinofilia w Cannes/materiały prywatne naszego gościa

Prawdopodobnie błahe pytanie – dlaczego film? Pisać mogłeś praktycznie na każdy temat: książki, sztuka… Sam miałem swój punkt zapalny, który zmusił mnie do zainteresowania się kinem. Obstawiam, iż ty również. Jesteś przecież zapalonym kinofilem! (śmiech). Opowiedz mi coś o twojej przygodzie.

No cóż, padło na filmy drogą powolnej eliminacji. Gdy uczyłem się w szkole podstawowej i średniej to uważałem, że mam kilka pasji: kino, książki, muzykę, komiksy i gry. Uczestniczyłem w ciągłej pogoni za nowymi treściami i interesującymi historiami, odkrywałem kolejne sposoby, w jakie można je opowiadać i przełamywać schematy, ale też ciągle pochłaniałem informacje o wspomnianych wyżej pasjach, o tym, co stało za powstaniem ulubionych filmów, książek, albumów, gier i komiksów. Pogłębiałem wiedzę na ten temat i dokopywałem się do nowych rzeczy. Chłonąłem to wszystko z entuzjazmem nastolatka. Wchodzenie w dorosłe życie ma jednak to do siebie, że zaczyna się kurczyć ilość wolnego czasu potrzebnego na takie rzeczy. Kino fascynowało mnie od najmłodszych lat, praktycznie zawsze coś czytałem na ten temat, bo pierwszym czasopismem, które regularnie kupowałem, i to jeszcze w pierwszych klasach szkoły podstawowej, było Cinema Press Video, czyli biblia każdego klienta wypożyczalni kaset VHS. W naturalny sposób kino zepchnęło więc na bok inne zainteresowania, gdy czas potrzebny na pogłębianie wiedzy na ich temat zaczął się kurczyć. Oczywiście nie tak zupełnie, ale jest różnica pomiędzy interesowaniem się czymś, a poważnym wgryzaniem się w to. Nie wiem, czy był jakiś punkt zapalny mojej fascynacji kinem, ale powiedziałbym, że wyrok na resztę życia podpisałem w dniu, gdy zdecydowałem się kupić podczas wakacji nad Bałtykiem magazyn Film. Miesiąc później kupiłem kolejny numer. I nie przestałem przez kolejnych dziesięć lat, gdy poziom pisma poleciał w dół. Inspiracji do pisania o kinie miałem wiele, niekoniecznie tylko takich związanych z filmami, ale to chyba Film sprawił, że zacząłem się interesować czymś więcej, niż tylko w czym jeszcze zagrał ten aktor i zacząłem poszukiwać wiedzy, której nie dałby mi Artur Pietras (śmiech).

Ostatnio popularność zyskał taki amerykański psycholog Jordan Peterson, zapewne kojarzysz; ma całkiem hardkorowe poglądy, szokuje na całym świecie. W swojej najnowszej książce 12 Rules for Life: An Antidote to Chaos powiedział, by porównywać siebie do własnego ja sprzed jakiegoś czasu. Prowadzisz stronę piąty rok. Krzysztof kiedyś, Krzysztof dziś – czego Cię ta filmowa droga  tak naprawdę nauczyła?

Kinofilia nie była początkiem mojej przygody z pisaniem o kinie w internecie. Zaczęło się to kilkanaście lat temu, gdy z grupą fascynatów założyłem stronę Ofilmie, której poświęciłem sporo czasu i serca w okresie studiowania. Gdy projekt się w końcu posypał to przez jakiś czas nie miałem w sobie energii na pisanie o kinie, ale długo nie wytrzymałem i zacząłem tworzyć krótkie wpisy o oglądanych filmach na moim prywatnym koncie facebookowym. Krótkie wpisy zaczęły się powoli rozrastać i w końcu doszedłem do punktu, gdy kolega stwierdził w komentarzu, że właśnie napisałem pełnoprawną recenzję. A po niej kilka kolejnych i dotarło do mnie, że nie ma sensu spamować tym wszystkich znajomych, lepiej powrócić do puszczania tego w świat w konkretnym miejscu i sprawdzić, czy znajdę ludzi, którzy będą tym zaciekawieni. Jeżeli więc ostatnie pięć lat mnie czegoś nauczyło, to pewnie tego, że nie potrafię długo wytrzymać bez stukania w klawiaturę i na szczęście istnieje trochę ludzi, którzy chętnie to później przeczytają. Najważniejszą lekcją jednak było odkrycie, że nie istnieje coś takiego, jak za dużo wrzuconych zdjęć, na których jest Taika Waititi (śmiech).

Magazyn
Egzemplarze magazynu Film/imged.pl 

Gust. Bo on jest, istnieje na pewno. No ale jak to z nim wygląda w przypadku Kinofilii. Który gatunek będzie u Ciebie od razu na tak, a który omijasz szerokim łukiem. A może oglądasz co popadnie? Bierzesz w ciemno każdy tytuł, czy zacząłeś krytyczniej podchodzić co do wyboru filmu na wieczór?

Nie skreślam niczego, szczególnie jakichś konkretnych gatunków, omijam jednak filmy animowane, które ewidentnie skierowano do małych dzieci i odpuszczam sobie większość głupawych komedii. Z każdym rokiem wzrasta też liczba tytułów, które pominąłem w kinowej dystrybucji, bo zapowiadały się na słabe przeciętniaki i odpuszczałem je sobie, żeby zamiast tego coś napisać, obejrzeć bardziej wartościową rzecz w domu, albo pograć na konsoli.

Oscary 2018 – ja mam jeszcze spore braki, ale ty z tego co się orientuję, jesteś na bieżąco. Dostaliśmy masę produkcji typowo pod Oscara Bohemian Rhapsody, A Star Is Born (podobno kolejny średni remake), Suspiria, widowiskowy First Man. Do tego parę małych arcydzieł walczących o statuetkę mniejszego pokroju – nasza Zimna Wojna, podobno mistrzowska Roma. Jak oceniasz ten rok pod względem filmowym i jakie są twoje wrażenia – choćby co do wspomnianych tytułów.

Od lat obserwuję na przełomie grudnia i stycznia powracające narzekania na ostatnie dwanaście miesięcy w przemyśle filmowym, a ja niezmiennie co roku uważam, że było dużo bardzo dobrych filmów do zobaczenia. Wystarczy być otwartym na różne gatunki i wiedzieć, gdzie szukać tytułów wartościowych. Bazując tylko na datach polskich premier kinowych w roku 2018 dostaliśmy przecież takie perełki jak Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, Wyspę psów, Tamte dni, tamte noce, Nić widmo, wspomnianą Zimną wojnę, Dogmana i jeszcze sporo innych filmów. Nie wspominając o pozycjach festiwalowych, które będą docierać do normalnej dystrybucji i platform streamingowych przez kolejnych kilka miesięcy. O tym, dlaczego Bohemian Rhapsody jest złym filmem, a Narodziny gwiazdy dobrym, rozpisałem się w ostatnich tygodniach na blogu. Suspirii niestety jeszcze nie widziałem, a tematu Pierwszego człowieka chwilowo nie ruszam, wrócę jeszcze kiedyś do tego, gdy zobaczę go po raz drugi.

Tomasz Kot
Kadr z filmu Zimna Wojna

Na zakończenie – dla kogo jest blog Kinofilia oprócz tytułowych kinofilów?

Dla ludzi zainteresowanych kinem, filmami, reżyserami, aktorami, historią, ale też przyszłością, no ogólnie, wszystkim tym, co jest z tym tematem związane. Przede wszystkim jednak, jest to blog dla ludzi, którzy nie uciekną po pierwszych dziesięciu moich wpisach.

Dziękuję Ci za rozmowę!

Dziękuję!

Serdecznie zapraszamy na stronę Krzyśka – kliknijcie tutaj.

 

Sprawdźcie również: Szymon Pietrzak odsłania karty Filmawki [ROZMOWA]

Sprawdźcie również: Recenzja filmu Co robimy w ukryciu

Zdjęcie tytułowe: Kadr z filmu Fight Club

 

Jan Tracz

Niesforny pasjonat kultury to po pierwsze. Aktualnie pisze o filmie na portalu Film.org. Publikował na Movies Roomie i Filmawce, a niektóre prace na Filmwebie; bawi się w dziennikarstwo i współpracuje z ludźmi z branży. Uwielbia muzykę, co jakiś czas sięga po kolejne wydawnictwa — od alternatywy, po zwykłego rocka i pop. Zamiłowany w historii i literaturze, nie zdzierży dnia bez książki. Co oprócz tego? Powoli poznaje świat psychologii, jak również jest wielkim fanem tenisa ziemnego. Chodzi w lenonkach, nawet kiedy nastaje noc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *