Slayer with special guests – piekło zawitało do łódzkiej Atlas Areny!

Trzydzieści siedem lat na scenie. Jedenaście albumów studyjnych. Czterech mężczyzn o niesamowitej energii. To oni 28 listopada 2018 roku przybyli do łódzkiej Atlas Areny, aby pożegnać polską widownię. Na wydarzenie pełne emocji i niezapomnianych wrażeń zabrał nas wprost do piekła potężny Slayer!

Tego dnia na Atlas Arenę przybyło mnóstwo fanów z różnych zakątków Polski. Co zaskakujące, nie wszyscy mieli ten sam cel – pożegnać królów thrash metalu. Slayer zabrał ze sobą trzy naprawdę nie byle jakie supporty. Wśród ogromnej widowni było także wielu fanów dla których gwiazdami wieczoru nie okazali się Tom Araya i spółka.

Cały spektakl miał zaszczyt otworzyć deathmetalowy zespół Obituary. Swym występem rozruszali nieco widownię, aczkolwiek chciałbym położyć nacisk na słowo nieco. Przyszło nam oglądać ich występ niecałą godzinę. Prawdę powiedziawszy niespecjalnie przez to cierpiałem, ponieważ mimo swoich dynamicznych kawałków nie pozostawili po sobie nic więcej. Całe show było nieco schematyczne, przez co na dłuższą metę niecierpliwy widz mógłby się znudzić. Niestety nie było nam dane wejść w interakcję z zespołem zbyt wiele razy.

Fotografia z koncertu Obituary (Łódź, 27.11.2018r.).

Po nie do końca satysfakcjonującej dawce ciężkich brzmień. Nadszedł czas ujrzeć pierwsze 25% Wielkiej Czwórki Thrash Metalu. Na scenie pojawił się zespół Anthrax, którego nigdy nie byłem wielkim fanem. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, mimo wieku członków zespołu, występ był jedną, wielką młodzieńczą eksplozją. 58-letni Joey Belladonna skakał po scenie niczym osiemnastolatek. Prócz swego niepodważalnego talentu wokalnego, podbił widownię niesamowitą charyzmą zwracając się do widzów ad personam. Jego osobowość sceniczna niesamowicie kojarzyła mi się z Brucem Dickinsonemco można uznać jedynie jako komplement.

Anthrax postawił na klasykę prezentując utwory takie jak: Anti-social, czy IndiansScott Ian również pokazał świetną pracę gitary. Cały występ uświetniała dynamika Franka BelloZespół pokazał siłę i dostarczył mnóstwo wrażeń.

Fotografia z koncertu zespołu Anthrax (Łódź, 27.11.2018r.).

Kolejny występ był niczym grom z jasnego nieba, ponieważ na scenie pojawił się zespół Lamb of God. Baranek Boży jednymi słowy wgniótł w ziemię swą potęgą. Wielu fanów polemizowałoby, czy to oni nie byli faktyczną gwiazdą wieczoru. W setliście zespołu pojawiły się klasyczne kawałki, jak Redneck czy Laid to Restjednak prawdziwy triumf odniósł utwór Walk With Me In Hell. Pod koniec występu, zespół przygotował także prawdziwy smaczek dla polskiej widowni. Mianowicie, Randy Blythe zadedykował zespołowi Behemoth dobrze znane 512. Niestety smutnym akcentem występu była absencja Chrisa Adlera. Podobnie było na trasie amerykańskiej. Jego miejsce zajął Art Cruza (Prong, Winds of Plauge).

Fotografia z koncertu Lamb of God (Łódź, 27.11.2-18r.).

Po występie Lamb of Godscena została zasłonięta czarną kotarą, by chwile później rozpoczęło się prawdziwe widowisko.

O godzinie 22:25 czterej królowie thrash metalu weszli na scenę, by odegrać swój, rzekomo ostatni, spektakl w Polsce. Piękną eksplozję stanowiło gorące Repentless, którym rozpoczęli występ. Później prowadząc nas przez Disciple  czy War Ensemble dotarliśmy ze Slayerem do dziewiątego kręgu piekła, by usłyszeć niezwykle klimatyczne Dead Skin Mask. Niesamowite wrażenie wywarł na mnie utwór Black Magic wykonany wyśmienicie przez Toma Araye. Jestem skłonny stwierdzić, że współczesna wersja tego utworu spodobała mi się bardziej niż pierwotna z lat 80′.

Fotografia z koncertu zespołu Slayer (Łódź, 27.11.2018r.).

Jeżeli chodzi o samo zaangażowanie zespołu, mam nieco mieszane odczucia. Mimo wszystko, widać muzykach przemęczenie, a przede wszystkim w Tomie. Jednak były również momenty, gdy w oczach tego 57-latka płonął ogień. Jeśli chodzi o Kinga, u niego nie widać ewidentnej chęci odejścia na emeryturę, aczkolwiek tu powinniśmy sobie postawić pytanie czy ze względu na fanów, czy jednak na pieniądze. W każdym razie, to nie ci sami faceci, którzy w latach 80′ kradli dekoracje na swoje występy. Ale czy to źle?

Pozytywny wydźwięk miała oprawa sceniczna. Slayer nigdy nie słynął z ambitnych dekoracji i tak zmasowanej pirotechniki. Tym razem, w Łodzi było inaczej. Prócz metalowych orłów i wspaniałej gry świateł, dużą rolę odegrało zmieniające się tło oraz niesamowite języki ognia, które stale wyskakiwały za muzykami.

Fotografia z koncertu zespołu Slayer (27.11.2018r.).

Ten wspaniały koncert zakończył utwór Angel of Deathktóry miał upamiętnić zmarłego Jeffa HannemanaBył to piękny akcent kończący spektakl. Na sam finał Araya zwrócił się do widowni słowami: Dziękuję. Będę za Wami tęsknił. Widać było na jego twarzy dumę i radość, że jest nas tak wiele. Osobiście uważam, że mimo kilku niedociągnięć, koncert był pięknym pożegnaniem dla SlayeraCzy faktycznie był to ostatni raz gdy ich widzieliśmy na scenie w Polsce? Myślę, że to wiedzą tylko sami muzycy.

Sprawdźcie również: Relacja z koncertu Stinga i Shaggy’ego

Sprawdźcie również: O tym, jak Arctic Monkeys wydali brawurowy krążek, ratując przy tym brytyjskich słuchaczy

 

Zdjęcie tytułowe: Live Nation

Kuba Misio Misztal

Kuba Misio Misztal

Kuba. Przez niektórych (głównie przez mamę) uważany za człowieka orkiestrę. W życiu miał już wiele pasji, przez grę w tenisa, jazdę konną, pływanie, aktorstwo i harcerstwo, aż po muzykę i wszelako rozumianą fantastykę. Aktualnie w wolnym czasie gra w ciemnych piwnicach w gry RPG, zgłębia tajemnice harmonii, gra na gitarze basowej, a gdy słońce już zajdzie ogląda filmy i seriale. Zdarza mu się także sięgać po literaturę. Zazwyczaj jest to fantastyka, bądź biografie muzyków i zespołów muzycznych. Jest umysłem ścisłym, z czego wynika także jego zainteresowanie fizyką. Ceni sobie szczerość i lojalność bliskich mu osób. Bardzo lubi towarzystwo innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *