Starając się lubić (naj)gorsze i (naj)różniejsze filmy – Marta Górna o kinie klasy B [ROZMOWA]

Pisuje dla Gazety Wyborczej – o kinie grozy, klasy B. Pisuje na własną stronę Górna Ogląda – o tym samym! Największa znawczyni tych gatunków próbuje nas przekonać, dlaczego warto poświęcić trochę czasu i zapoznać się z ekscentrycznymi tytułami. Do tego opowiedziała o rozmowach z wielkimi zapomnianymi i o co w końcu chodzi z tymi kasetami VHS.

Jan Tracz: Marto, załóżmy że jestem największym filmowym snobem na tej planecie – podziwiam pseudointelektualizm, ukrytą symbolikę w filmach Malicka i nie interesują mnie inne kinowe bzdety. A ty – jako pasjonatka niszowych gatunków, czasami podchodzących pod kicz – musisz mnie zachęcić do zaczęcia oglądania filmów klasy B, a następnie zainteresowania się nimi. Jakbyś to zrobiła?

Marta Górna: Warto odpocząć od pseudointelektualizmu i oczekiwać od kina czystej rozrywki. Kino z wyższej półki często inspiruje się kinem klasy B, które czasami przeciera szlaki. Kino klasy B jest kręgosłupem współczesnego przemysłu filmowego. Wielu wybitnych aktorów zaczynało swoje kariery w takich produkcjach, albo nawet w czystym kampie. Wystarczy wymienić Susan Sarandon i jej rolę w The Rocky Horror Picture Show czy Jacka Nicholsona, który zaczynał u Rogera Cormana, faceta nazywanego papieżem złego kina. Poza tym, rozwiązania technologiczne zastosowane w kinie klasy B często są adaptowane przy tworzeniu tzw. dobrych filmów. I na odwrót. Nie sposób np. zliczyć polanych filozoficznym sosem produkcji sci-fi, które zalały wypożyczalnie wideo po premierze Łowcy androidów. No i wielu cenionych twórców bawi się konwencją kina klasy B, np. bracia Coen, więc warto wiedzieć o co chodzi. Jeśli ktoś nie może znieść widoku potworów z zamkiem błyskawicznym na plecach czy rozwrzeszczanych specjalistek od fizyki jądrowej, które na oko mają jakieś 18 lat, może ugnie się w imię nauki. Mandy z Nicolasem Cage’em jest filmem z tego roku. I to filmem dobrym, opierającym się na schematach kina klasy B, kina zemsty i trochę się z nich natrząsającym. Obejrzałam z wielką przyjemnością, choć do nowego kina gatunkowego podchodzę sceptycznie.

Culture Cafe
Główna strona bloga Górna Ogląda

Całe to zamiłowanie wzięło się skąd? Policjantki w lateksowych strojach, rzeź zombie z masą krwi, napakowani protagoniści na motorach i ich piękne kobiety. Dlaczego postanowiłaś skupić się na tej stronie filmografii?

Kiedy byłam mała, mój tata zabierał mnie codziennie na wycieczkę do wypożyczalni wideo. Okładki kaset bardzo działały na moją wyobraźnię i do dziś lubię przypominać sobie filmy, które wtedy mnie zaintrygowały dzięki kiczowatej szacie graficznej. Po latach zwykle okazuje się, że okładka była najlepszą stroną filmu. Mój tata pozwalał mi oglądać wszystko na co miałam ochotę, a kiedy film mi się podobał, po seansie przewijaliśmy taśmę i oglądałam od nowa. Myślę, że wszystko zaczęło się od Wyspy piratów, którą jako dziecko oglądałam codziennie. Do dziś nie rozumiem, dlaczego ten film uznawany jest za jedną z największych klap lat 90. Dla mnie to jeden z lepszych filmów akcji tamtej dekady.

Czym kupiła Cię wspomniana Wyspa Piratów?

Wyspa piratów urzekła mnie świetną muzyką, realizacją, najlepszą bitwą morską jaką widziałam na ekranie i Geeną Davis, która była moim role modelem odkąd pierwszy raz obejrzałam film.

Na co najbardziej zwracasz uwagę oglądając którąś tego typu produkcję?

Najbardziej skupiam się na klimacie. Staram się znaleźć w nawet najgorszym filmie jakiś powód, dla którego warto go polubić. Inaczej bym zwariowała. Nie jestem krytykiem filmowym, nie jestem znawcą kina, opieram się na mojej intuicji i tym, czy coś mi się podoba, czy też nie.

Typowy seans Marty Górnej opiera się na dobrym nastawieniu, a może śmiertelnej powadze i osobnego podejścia do każdego filmu?

Typowy seans Marty Górnej to kiepski albo zapominany film i sporo wiary. Staram się nie zakładać niczego z góry i podchodzę do każdego filmu i jego twórców indywidualnie. Łapię się na tym, że kiepskie filmy coraz częściej zwyczajnie mi się podobają. To droga bez powrotu.

Droga bez powrotu, ale jednak wybrana przez Ciebie. Nie żałujesz, że związałaś się z tym rodzajem filmu?

Nie, nie żałuję. Dobrze się bawię. Kino klasy B i złe filmy to nie tylko same produkcje, ale też aktorzy i twórcy, często z fascynującymi życiorysami. Wiele z tych gwiazd kina z niższej półki to interesujący ludzie, którzy mieli spory wpływ na bardziej mainstreamową popkulturę, o czym nie wszyscy wiedzą. Mówię tu np. o Julie Strain, która użyczyła ciała i głosu Julie z gry Heavy Metal: F.A.K.K. 2; Marii Ford, którą Tarantino wymienia jako swoją ulubioną aktorkę kina klasy B czy Sybil Danning.

Jakie aspekty odrzucają Cię w twoim ulubionym gatunku? Z jakich powodów wystawiasz słabsze oceny?

Odrzuca mnie lenistwo twórców. Jeśli widzę, że nie tylko nie mieli budżetu, utalentowanych aktorów i strzępka scenariusza, ale też – ochoty, żeby dany tytuł zrobić, to mam ochotę film wyłączyć.

Nie widziałem, że lenistwo w tak gatunkowym kinie istnieje. Jak ono się przejawia i w jaki sposób je najszybciej wyczuć?

Widać to na przykład we włoskich i argentyńskich fantasy z lat 80., które miały zarobić na sukcesie Conana Barbarzyńcy – twórcy tych filmów często wykorzystują nie tylko te same schematy fabularne, ale też całe sceny. Oglądając kilka takich filmów pod rząd można być nieźle skołowanym.

Culture Cafe
Lorenzo Lamas/TVOvermind

Niedawno miałaś możliwość rozmowy z niejakim Lorenzo Lamasem (Grał w Grease, Decydującym uderzeniu i masie innych dziwniejszych filmów). Spełnienie marzeń? Pozytywnie wspominasz tę krótszą przygodę?

Byłam bardzo zaskoczona, że Lorenzo Lamas zgodził się ze mną porozmawiać, bo próbowałam się do niego dobić od jakiegoś czasu. Był jednym z nielicznych aktorów naprawdę otwartym na rozmowę i refleksję nad swoją karierą. Rozmowa z nim była bardzo odświeżająca i ważna dla mnie tak po prostu, bo podkochiwałam się w Renegacie.

Do tego jeszcze bardziej znaczące nazwisko: Bruce Campbell, znany każdemu z Martwego Zła i zabijania demonów. Dla takiej znawczyni i pasjonatki to musiał być wręcz zaszczyt! Sprawił wrażenie porządnego człowieka, a może Cię coś w nim raziło?

Bruce Campbell to mój idol, plakat Armii ciemności wisi w mojej sypialni. Bruce nie mógł zrobić nic, aby mnie do siebie zrazić. To było niesamowite przeżycie móc z nim pogadać i się nie skompromitować.

Po rozmowie z idolem, jest on nim jeszcze bardziej, czy może emocje nieco opadły?

Po rozmowie stał się po prosty fajnym gościem, a nie bohaterem z plakatu.

Cofając się dziesięć lat wstecz, spodziewałabyś się, że będziesz miała możliwość rozmowy z ikoną rzezi, mordu i litrów krwi na ekranie?

Dziesięć lat temu miałam dziewiętnaście lat i bardzo mgliste pojęcie o kinie klasy B. O ile dobrze pamiętam, planowałam wtedy ślub z Colinem Farrellem.

Uważasz, że udało Ci się przedstawić kino klasy B w lepszym świetle i zachęcić niedowiarków do obejrzenia choć paru tytułów nie do końca ambitnych, a nawet na swój sposób tandetnych? Czy może ten proces dopiero się rozpoczął?

Myślę, że dopiero zaczynam. Bardzo mi miło, kiedy czytelnicy piszą, że obejrzeli jakiegoś gniota i świetnie się bawili. Ale nie sądzę, żebym miała misję jak np. Charles Bronson. Złe filmy nie są dla każdego. Najbardziej cierpi mój chłopak, który te wszystkie szroty ogląda razem ze mną, czy tego chce, czy nie.

Culture Cafe
Kadr z filmu Armia Ciemności

To w jaki sposób uczysz się kina klasy B?

Staram się jak najwięcej czytać o samych filmach, szukam wywiadów z twórcami, zbieram skany i wycinki z gazet z lat 90. i 80., w szczególności z takich tytułów jak Famme Fatales, czy Scream Queens.

Kasety VHS – nadają klimatu i pogłębiają proces zanurzenia się w kiczowatą immersję, czy jest to już przeszłość niezamierzająca powrócić?

Kasety VHS wracają do łask. Są teraz cenione przez kolekcjonerów, którzy wiedzą doskonale, kiedy zostały wydane, przez jakiego dystrybutora i który z legendarnych lektorów czyta ścieżkę dźwiękową. Podziwiam ich za to, bo ja kompletnie się na tym nie znam. Doceniam, kiedy mogę obejrzeć ulubiony film na kasecie wideo, ale nie jestem pasjonatką VHS-ów.
Fascynuje mnie przemysł filmowy z lat 80., filmy, które trafiały od razu na kasety wideo, co dawało twórcom wolną rękę. Moim pierwszym filmem na kasecie VHS był Willow Rona Howarda. Do dziś mam tę taśmę, choć raczej z pobudek sentymentalnych.

Myślisz, że kasety VHS wracają do łask tak jak winyle?

Myślę, że od dłuższego czasu jest moda na nostalgię za latami 80. i popkulturą tamtego okresu.

Film, który każdy powinien obejrzeć, podchodzący pod kicz, grozę, klasę B, a nawet pastisz to?

To proste: Armia ciemności.

Dlaczego akurat Armia Ciemności? Pomijając fakt, że główny bohater to twój idol klasy B.

Bo to film, który wspaniale bawi się konwencją nie tylko całej serii, której jest ostatnią częścią, ale też konwencją kina klasy B w ogóle.

Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję!

Zapraszamy serdecznie na bloga Marty! Warto zostać tam na dłużej!

Sprawdźcie również: Każdy nowy seans to przygoda – Michał Oleszczyk o swojej pasji filmowej [ROZMOWA]

Sprawdźcie również: Szymon Pietrzak odsłania karty Filmawki [ROZMOWA]

Zdjęcie tytułowe: Fot. Zuzanna Sosnowska

Jan Tracz

Niesforny pasjonat kultury to po pierwsze. Aktualnie pisze o filmie na portalu Film.org. Publikował na Movies Roomie i Filmawce, a niektóre prace na Filmwebie; bawi się w dziennikarstwo i współpracuje z ludźmi z branży. Uwielbia muzykę, co jakiś czas sięga po kolejne wydawnictwa — od alternatywy, po zwykłego rocka i pop. Zamiłowany w historii i literaturze, nie zdzierży dnia bez książki. Co oprócz tego? Powoli poznaje świat psychologii, jak również jest wielkim fanem tenisa ziemnego. Chodzi w lenonkach, nawet kiedy nastaje noc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *