Hipochondryk nie z tej ziemi – próbując zrozumieć Woody’ego Allena

Mamy godzinę dwudziestą trzecią. Od jakiegoś czasu leci Danny Rose z Broadwayu, kolejna komedia Woody’ego Allena. Mój dziesiąty film w jego wykonaniu. Ostatnio czepiam się tych historyjek coraz bardziej. Tworzy podobnych bohaterów, wręcz takich samych. Ujęciami zaskakuje, ale ich powtarzalność powoli razi. Dialogi bawią bardziej lub mniej. Znajomi pytają jakie odczucia – czy w końcu wypowiem się negatywnie o moim ulubionym Hebrajczyku?

Nie! Toż to wciąż rewelacyjny humor w połączeniu ze zwariowanym i inteligentnym scenariuszem. Prawdą jest, że poszczególne produkcje są podobne, lecz nawet i to można docenić. Bo żeby oglądać Allena, potrzebujemy paru (subiektywnych) wskazówek i poświęceń. Po pierwsze — włączamy pełen obiektywizm. Naprawdę nie możemy patrzeć na dorobek autora z perspektywy jego życiowych wyborów, postawa zupełnie bez sensu. Tak samo z Polańskim. My Polacy mamy taką zdolność bezuczuciowego szufladkowania ludzi. Brzydkie zachowanie. Druga zasada — trochę luzu, choć odrobinę. Woody potrafi nabijać się dosłownie ze wszystkiego; nawet Boga — bycie ateistą mu na to pozwala. I ostatnia porada — myślimy! Patrzenie na zmianę w ekran laptopa i komórki nic nie da. Kino twórcy Manhattanu niczym najlepsze wino smakuje w ciszy, spokoju, gdzie możemy delektować się nim do woli. Najlepiej samemu.

Woody Allen
Kadr z filmu Danny Rose z Broadwayu

Hebrajczyk receptę na film przynajmniej poprawny znalazł już na początku swojej kariery. Stworzy protagonistę będącego hipochondrykiem/cholerykiem/neurotykiem, zapewne również go zagra, doda mu parę lepszych dialogów i dosyć przygnębiające tło (rozwód, nieudana kariera, ewentualnie kompleksy). Postać ta od razu wzbudzi sympatię i zaufanie widza pomimo faktu, iż jest kalką z poprzedniego scenariusza. Tym sposobem przebrnął przez około trzydzieści lat kręcenia kolejnych to produkcji, zyskując rzesze fanów na całym świecie. Do tego zawsze towarzyszyły mu jego muzy — czy to była partnerka Mia Farrow, czy Diane Keaton, każda z nich tworzyła kreacje godne uwagi i zapamiętania. Tak właśnie Allen nabył sobie renomę, zmieniając sposób kręcenia dopiero w XXI wieku. Zaczął opowiadać bardziej zróżnicowane historie, które nie zawsze sprzedawały się tak jak powinny. Na pochwałę i polecenie zasługują O północy w Paryżu oraz Vicky Cristina Barcelona. Ciężko jednak dobrze wypowiedzieć się o nowszych tytułach, które okazywały się po prostu średnie, czasem wyprane z uczuć. Czy Na karuzeli życia będzie jego łabędzim śpiewem? Raczej wątpię. Największy (a przy tym nieco niski) fan Nowego Jorku jeszcze nas zaskoczy.

Mówimy o Allenie, jako o twórcy intelektualnej komedii. Powody ku temu są dwa — od was zależy jaki wybierzecie. Na początku spróbujcie przypomnieć sobie niektóre sceny z jego filmów. Zawsze w mieszkaniu danego bohatera zobaczymy wielką bibliotekę z masą wielkich tytułów (Papillon, Wielki Gatsby, Sto lat samotności — to tylko niektóre z przeze mnie wyłapanych). Spójrzcie choćby na kadr poniżej — nie bez powodu z tyłu zobaczymy plakat z Twarzą w twarz Bergmana. Dodatkowo postacie należą najczęściej do klasy wyższej, inteligencji interesującej się sztuką, modą, literaturą.

Annie Hall
Kadr z filmu Annie Hall

Żarty opierają się właśnie na ich sposobie bycia, obnażają z wszelkich pozytywów. Dotyczą zawodów, wyśmiewają stereotypy, ten cały pseudointelektualizm osób Allenowi wtedy współczesnych. Drugi zaś jest chyba prostszy i lepiej zrozumiały. Poziom humoru stoi na wysokim poziomie. Czasem musimy mieć naprawdę sporą wiedzę kulturową, historyczną etc – przyzwoity aspekt, dosyć rozwijający. Allen inspiruje do sięgania po kolejne książki lub zainteresowanie nowymi to kierunkami związanymi przykładowo malarstwem. Skoro na jeden film usłyszymy dziesięć nic niemówiących nam nazwisk, to trzeba te informacje przynajmniej jakoś wykorzystać, choćby w indywidualnym kształceniu. Allen jest niepozorny, ale znajomość jego filmów jedynie poszerza nasze horyzonty.

Woody Allen okazał się również mistrzem dialogu. Począwszy od zabawnych konwersacji po trafne pociski, produkcje te stały się zbiorem różnorodnych cytatów, zazwyczaj cholernie trafnych, bazujących na filozofii i seksualności. Woody nie bierze jeńców, niestraszne mu porównanie uczuć do III Rzeszy i Adolfa Hitlera, łamanie tabu, albo przekraczanie wyznaczonych przez społeczeństwo granic. Wszystko to w tle pięknych zdjęć, gdzie widz może podziwiać najwspanialsze miasta w akompaniamencie dziwacznych (a jakże prawdziwych) monologów protagonistów granych przez reżysera. Kinomaniacy zarzucają mu pewnego rodzaju wyniosłość i brak drugiego dna. Negują jego wizje i narzekają na brak rozbudowania i zróżnicowania. Ciężko się z nimi nie zgodzić, scenariuszom brakuje czasem rozbudowania niczym u Bergmana, albo Buñuela. Ale to zupełnie inna bajka, inne filmowe rejony. Nie znajdziemy tu symboliki, nawiązań biblijnych etc. Pozostaje pytanie dla samego widza — lepsza intelektualna komedia, czy pseudointeligenty dramat? Wybór zależy od was.

Woody Allen
Kadr z filmu Zakochani w Rzymie

Nasz przewrażliwiony reżyser wart jest uwagi. Nie zawiedziecie się na jego ciepłych, nieco specyficznych filmach. Trochę w nich zawirowania, trochę wschodniego kina. Woody’ego trzeba koniecznie nadrobić. Od czego zacząć? Magnum opus —  Annie Hall. Później Manhattan i Hannah i jej Siostry. Następne same przyjdą. Przygotujcie się na godziny pełne wrażeń i uśmiechu na twarzy. Bo warto. Do takich tytułów się po prostu wraca. Ja się zakochałem. Czas na was.

Sprawdźcie również: Wiara, człowieczeństwo, grzech – przemyślenia z filmu Kler

Sprawdźcie również: Każdy nowy seans to przygoda – Michał Oleszczyk o swojej pasji filmowej [ROZMOWA]

 

Zdjęcie tytułowe: Woody Allen w pełnej krasie/Flavorwire

Jan Tracz

Niesforny pasjonat kultury to po pierwsze. Aktualnie pisze o filmie na portalu Film.org. Publikował na Movies Roomie i Filmawce, a niektóre prace na Filmwebie; bawi się w dziennikarstwo i współpracuje z ludźmi z branży. Uwielbia muzykę, co jakiś czas sięga po kolejne wydawnictwa — od alternatywy, po zwykłego rocka i pop. Zamiłowany w historii i literaturze, nie zdzierży dnia bez książki. Co oprócz tego? Powoli poznaje świat psychologii, jak również jest wielkim fanem tenisa ziemnego. Chodzi w lenonkach, nawet kiedy nastaje noc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *