Kochliwa, niepokorna, płynna jak woda – Recenzja „Helsinek” Darii Zawiałow

Helsinek od paru dni nie znajdziemy w śnieżnej Finlandii; przyczaiły się bowiem w rozgrzanym sercu Darii Zawiałow, które na nowo możemy odwiedzić po niezwykle przyjemnym A kysz! z 2017 roku. Miejsce przez nas odkrywane okazuje się płynne jak woda, trzynaście utworów (i trzy z wersji deluxe) są elastyczne, oczarowują prostotą i pełnią wyznania, przy tym – pozostając anachronicznymi powrotami do lat ’80 – pokazują, jak bardzo Zawiałow ewoluowała w ostatnim czasie. Sporo tu elektroniki i riffów arcydobrego Piotrka Rubika, ale przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się witalna Daria i jej taneczne hymny. Matko, tak obawiałem się tej płyty, a teraz odstawiłem dla niej najnowsze wydania Hoziera i Bryana Adamsa – wybieram taniec ponad wszystko!

Jedna z piosenek zwie się Saloniki i słuchając Helsinek czuję się, jakbym trafił do jakiejś słonecznej Grecji i chodził po jej najosobliwszych polach z dziewczyną, jadł winogrona, spotykał na swojej drodze Apolla i Hermesa. Najnowsza płyta Darii Zawiałow to przede wszystkim zbiór przemyślany, nieposiadający żadnego słabego momentu. Słoneczne klimaty sprzed wieku sprzyjają romantycznym tekstom o miłości, samotności i zwyczajowym bycie. Choć czasem będzie smutno, na ogół wesoła idylla i klimatyczne gitary powinny spodobać się dosłownie każdemu. A najprzyjemniejszy w tym wszystkim jest fakt, że Helsinki co kolejne przesłuchanie czujemy coraz bardziej, a jednak za każdym razem trochę inaczej, bo oferują dozę barwnych, ciepłych emocji.

 

Czasem jest też chłodno i pokazują to choćby anglojęzyczne Winter Is Coming i rozpoczynające album Płynne Szczęście. Po pierwszych sekundach można odnieść wrażenie, iż wkraczamy w inne światy, a ta ponad godzinna podróż – jeśli zdecydujecie się na wersję deluxe – wiązać się będzie zarówno z widowiskowymi i rozrywkowymi kawałkami, ale i nutką melancholii zręcznie schowanej w części piosenek. Zawiałow opowiada nam tutaj historie, zarówno te zmyślone, jak i personalne, przypomina to taki zbiór mitów greckich, tym bardziej, że same Zbrodnie Ikara nawet do jednego z nich nawiązują. Helsinki kojarzą mi się z takim tęczowym misz maszem, w którym znajdziemy wszystko, czego pragniemy, a o co baliśmy się zapytać. Praktycznie parafraza z Allena, ale wiecie mniej więcej o co chodzi.

Czemu mi mówisz, że mogę kochać
Skoro kochaniu do mnie nie po drodze?
Czemu nie czekasz na mnie pod blokiem?
Czemu przynosisz słowa nieistotne?

Moc Helsinek stoi na ich prostocie i przystępności, są dla każdego, nadają się zarówno na imprezę, jak i popołudniową kontemplację. Podmiot liryczny Darii Zawiałow jest kochliwy, bo o samym kochaniu śpiewa, ale przy tym niepokorny; sława i uczuciowość nauczyła autorkę nowych doświadczeń, a sama przelewa je na papier w postaci charyzmatycznych utworów. Wielka Płyta – chyba mój faworyt w tym całym zestawieniu – opowiada o niemocy angażowania się, natomiast przykładowo Gdybym Miała Serce to drobna próba rozliczenia się z kilkoma wyborami i zarazem sztuka insynuacji. Nawet takie Hej Hej!, niby niewyszukany tytuł z prostym rytmem, a porywa swoimi refrenami o krótkich momentach i przemijaniu. Jest w czym wybierać, a w tym poszukiwaniu ulubionych chwil, może się okazać, że umiłujemy sobie cały album.

 

Album broni się zmianą koncepcji, wokalistka wkracza na tereny porywającej elektroniki, to tak zwany synth-pop na poziomie szlagierów znanych poprzedniemu pokoleniu z MTV. Na płycie ciągle coś się dzieje, dynamika jest nieprzewidywalna, odbiorca dzieła natomiast zmęczyć się może jedynie faktem, że będzie zmuszony się dobrze bawić i ruszać w rytmie powalających dźwięków.

Jetem jak pies, nigdy nie wiem jak
Spaść na cztery łapy
Nie wiem czy ktoś jest tego wart
By od niego miłość brać

Daria Zawiałow ucieka od erotyzmu i lekko odczuwalnego patosu z debiutu, w stronę muzycznej sielanki, całość tutaj jest przejrzysta niczym przyjemna okładka samych Helsinek. Nie znajdziemy zbyt wielu metafor, symboliczne tytuły piosenek zaś prędzej zaciekawią i zaangażują, niż zmuszą do dogłębnej interpretacji i rozbijania tekstów na przysłowiowe atomy; zresztą, kogo to obchodzi, skoro już sama emocjonalność wynikająca z piękna granej muzyki może rozczulić słuchacza z prędkością światła.

Helsinki
Daria Zawiałow – Helsinki Tour

Rozpocznijcie wiosnę od Helsinek, płyty, która emanuje radosnymi, splątanymi uczuciami z głębi duszy charyzmatycznej Darii Zawiałow; i choć wzoruje się trochę na Meli Koteluk, tak pewnie zaraz sama zacznie wyznaczać własne trendy. Bo Helsinki takowym się staną.


Artysta: Daria Zawiałow

Album: Helsinki

Gatunek: Pop

Rok wydania: 2019

Wytwórnia: Sony Music Poland

Najlepsze utwory: Helsinki, Szarówka, Hej Hej!, Saloniki, Wielka Płyta

Ocena: 9/10


Sprawdźcie również: O tym, jak Arctic Monkeys wydali brawurowy krążek, ratując przy tym brytyjskich słuchaczy
Sprawdźcie również: Muzyka, która nas inspirowała – co towarzyszyło redakcji Culture Café w 2018 roku?

Open in Spotify

Zdjęcie tytułowe: Daria Zawiałow – Helsinki/polskieradio.pl

 

Avatar

Jan Tracz

Studiuje filmoznawstwo na uczelni King's College w Londynie. Aktualnie pisze dla Film.org.pl. Współpracuje z portalem Movies Room, publikował dla Filmawki. Kupuje w kinie wszystko, co jest choć trochę ckliwe, przegadane lub osobliwe. Nie pogardzi zabawą formą i łączeniem gatunków albo dobrym akcyjniakiem. Fan stylistyki Daviesa, opowieści Linklatera, humoru Allena, klasyki Wildera, a nawet oniryzmu Felliniego. Czasem poszukuje w filmie melancholii na miarę książek Conrada i Faulknera. Największy fan "Dumy i uprzedzenia" na świecie. Od niedawna zachwyca się musicalami, a przy okazji świetnie się bawi na dusznych horrorach. Czechofil, audiofil i entuzjasta tenisa. Uwielbia wywiady, rozmowa z ludźmi to dla niego sama przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *