Dlaczego inteligencja nienawidzi „Świata według Kiepskich”? – Gombrowicz z wrocławskiego blokowiska

Patriotyzm każdego narodu uzewnętrznia się w inny sposób. Polacy na przykład wykazują ogromne upodobanie do sławienia i kultywowania naszego dobra narodowego – absurdu. Jako ofiary, a zarazem współtwórcy absurdalnej rzeczywistości z pokorą przyjmujemy rolę kronikarzy otaczającej nas niedorzeczności. Piszemy o niej, malujemy ją, a co niektórzy nawet o niej śpiewają. Sposób, w jaki to robimy, ma jednak swoje bardzo precyzyjnie, ściśle wytyczone ramy. Nasz absurd jest przecież absurdem elitarnym, z wyższej półki, dlatego dobrze jest mówić o nim w sposób gombrowiczowski. W najgorszym przypadku – różewiczowski. W dobrym tonie jest zaś pogarda dla groteski z pierwszej ręki, nieobronionej i nieoszlifowanej. Może właśnie stąd wynika, jednocząca kilka pokoleń polskich inteligentów, awersja wobec Świata według Kiepskich?

Komedia, jaka się fizjologom nie śniła

Produkcja, która zrodziła się z idei stworzenia rodzimej wersji Świata według Bundych ma w istocie niewiele wspólnego ze swoim pierwowzorem. Różnic jest wiele, najważniejsza z nich dotyczy jednak tego, że polska wersja wydaje się po prostu … nieśmieszna. Nie sposób bowiem nie odnieść wrażenia, że podczas gdy amerykański serial momentami naprawdę bawi (Behind every successful man is a woman who didn’t marry me), humor zaprezentowany w Świecie według Kiepskich wywołuje potężne ciarki wstydu na plecach. Bo umówmy się, powtarzanie w co drugim odcinku – niczym ponurej, pijackiej mantry – frazy: Są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły nie jest zabawne, nawet jeśli wypowie ją Andrzej Grabowski. Jest wręcz tak niezabawne, że należy zadać sobie pytanie: Co jeśli jest to zabieg w 100% zamierzony? Co więcej – co jeśli Świat według Kiepskich jest nie niezabawną komedią, ale wcale niezłym serialem niekomediowym?

Oda do chaosu

Nie sposób oczywiście dojść do takich wniosków, jeśli mieliśmy do czynienia jedynie z nowszymi odcinkami kultowej – bądź co bądź – serii. Warto jednak odświeżyć sobie odcinki takie jak Niewidzialna kanalia (018), Zorro (147), czy Papierowy motyl (273), aby na nowo zrozumieć pierwotny zamysł serialu. Bo czy idea łysiejących mieszkańców kamienicy przy ul. Ćwiartki ¾, unoszących się jako motyle nad ukwieconą łąką, bliższa jest humorowi znanemu z Daleko od Noszy, czy gombrowiczowskim szczekającym wieśniakom?

Scenarzyści Świata według Kiepskich nie aspirują rzecz jasna do prowadzenia na ekranie rozważań na temat formy. Bliższe są im zdecydowanie rewiry tych mniej metaforycznych pup i łydek. Skala, na jaką posłużono się groteską, sugeruje jednak, że celem owego zabiegu nie było jedynie wywołanie głębokiego poczucia winy u widza, łapiącego się w ostatniej chwili na tym, że bawi go odmiana przez przypadki słowa menda. Jaka zatem przyświecała im idea? Otóż było to przekonanie o konieczności oddania należnego hołdu chaosowi i nieuporządkowaniu. Wyższość Gombrowicza bądź Różewicza nad scenarzystami Świata Według Kiepskich polega zaś jedynie na tym, że ich chaos odnosi się raczej do sfery życia wewnętrznego. Jest zatem mniej obsceniczny, a tym samym łatwiejszy do wprowadzenia na salony, niż pogmatwana niedorzeczność realiów życia we współczesnej Polsce, której miniaturą staje się tu jedno z wrocławskich osiedli.

Absurd pachnący golonką

Pytanie tylko, czy jest to rzeczywiście miniatura owych realiów, czy raczej wyobrażeń o nich, pokutujących wśród inteligencji (a raczej ludzi, przy każdej okazji zestawiających swoje imię i nazwisko z dźwięcznie brzmiącym hasłem inteligent). Porozrzucane puszki po piwie, papiloty, golonka na obiad… Hits too close to home? Łatwo byłoby przytaknąć, ale jest to raczej narzucone przez media wyobrażenie. Czy zatem Świat według Kiepskich oburza właśnie dlatego, że stanowi kpinę z inteligencji i jej naiwnej wizji codziennego życia na polskich blokowiskach? A może dlatego, że śmiało rzuca wyzwanie jej odrazie wobec tej wizji?

Nie sądzę, aby rozważania te w jakimkolwiek stopniu zmniejszyły poziom ogarniającej was żenady następnym razem, gdy oglądając Świat według Kiepskich, tuż przed wieczorną prognozą pogody, usłyszycie żart o handlu wełnianymi gaciami na ruskim bazarze. Dobrze jednak mieć świadomość, że całe konsylium specjalistów zadbało o to, aby w tym konkretnym momencie gorące ciarki wstydu przeszły po waszych plecach. Aby przekazać wam nieobrobioną groteskę z pierwszej ręki, którą porzucicie bez żalu, z grymasem zażenowania przełączając kanał.


Sprawdźcie również: Nosowska w świecie płaskoziemców, czyli czego nas może Kaśka nauczyć
Sprawdźcie również: Ludzie jak zwierzęta, zwierzęta jak ludzie – BoJack Horseman

Obrazek wyróżniający: Zdjęcie promocyjne serialu Świat według Kiepskich

 

Natalia Nieróbca

Natalia Nieróbca

Współtwórczyni Culture Café. Jej największą pasją są podróże. Od czasu do czasu organizuje spontaniczne wypady do różnych ciekawych miejsc w Europie. Wielbicielka żeńskich końcówek wyrazów, sztuki nowoczesnej oraz filmów Sally Potter. Interesuje się także historią i polską poezją śpiewaną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *