Witaj w „Roku 1984” – oddaliśmy prywatność w zamian za wygodę

Po tym, jak Snowden ujawnił program operacji PRISM, przez Stany Zjednoczone przelała się fala oburzenia. Zwykli obywatele nie mogli uwierzyć, jak daleko sięga potęga rządu. Popularnym skojarzeniem stała się fabuła Roku 1984 George’a Orwella. Przedstawiony jest w niej świat w pełni zinwigilowany, obserwowany i kontrolowany przez członków partii. Choć książka bazuje na totalitarnych systemach XX wieku, takich jak hitleryzm, czy stalinizm, jeszcze nigdy nie była tak aktualna, jak teraz. Nie tylko zresztą w Stanach Zjednoczonych.

Tajny program, wielki front

O programie PRISM jeszcze kilka lat temu wiedzieli jedynie przedstawiciele służb specjalnych USA i pracownicy rządowych agend. 29-letni Edward Snowden, pracownik firmy, która od kilku lat świadczyła usługi informatyczne dla resortu obrony USA, postanowił ujawnić jego istnienie. Jak tłumaczył w wywiadach, był przerażony skalą inwigilacji, którą odkrył. Nawet jeśli nic nie robisz, jesteś nagrywany i szpiegowany. Możliwości tego systemu rosną z roku na rok […]. Nie chcę żyć w świecie, gdzie wszystko, co robię i mówię, jest nagrywane – powiedział w jednym z nich.

Informatyk ujawnił, że Narodowa Agencja Bezpieczeństwa ma swobodny i niemal nieograniczony dostęp do danych firm takich, jak Facebook, Microsoft, Apple, czy Google. Daje to możliwość namierzenia i podsłuchiwania każdego, kto korzysta z ich usług. Dane uzyskiwane wskutek działania programu wykorzystywane są do rządowych raportów dotyczących bezpieczeństwa.

Aktualna fabuła

Winston Smith, główny bohater powieści, to pracownik Ministerstwa Prawdy. Wszystko to dzieje się w Oceanii, rządzonej przez Partię; pod kontrolą Wielkiego Brata. Przez okno swojego mieszkania Smith widzi wymowny napis: Wojna to pokój. Wolność to niewola. Ignorancja to siła. Przypomina mi to wątek winy tragicznej. Czegokolwiek by nie wybrał, pociągnie go to na dno.
Bohater dostrzega inwigilację na każdym kroku, także w domu i podczas snu. Winston początkowo buntuje się przeciwko systemowi, zakochuje i chce wstąpić do rewolucyjnego Braterstwa. Ostatecznie jednak musi ponieść klęskę – pod wpływem nowomowy i manipulacji, poddaje się.

Oddaj prywatność za dopasowanie liczb

Kiedy czytałam Rok 1984, myślałam sobie, że to świat, który nigdy nie może istnieć. Bajka, metafora, ostrzeżenie. Dziś, w erze Internetu i pełnej komputeryzacji świata, wizja ta stała się rzeczywistością. Miejsca publiczne są cały czas pod okiem kamer, dane z telefonów komórkowych pozwalają na pełną kontrolę tego, gdzie w ciągu dnia jesteśmy.

Wszyscy chyba znamy przykład sklepów internetowych, które dopasowują reklamę do użytkownika, na podstawie analizy poprzednich wyborów oraz jego przyjaciół. To jednak nie koniec historii: ceny produktów oferowanych komputerowi. Użytkownicy modeli Apple czasami płacą więcej niż ci, którzy korzystają ze starego komputera. Tak samo może się zdarzyć, jeśli przeglądamy stronę z regionu zamożniejszego ekonomicznie. Mieszkaniec Warszawy będzie musiał zapłacić więcej niż wsi Pławna Górna na Dolnym Śląsku.

Udostępnione przez nas materiały, chcą wykorzystywać także banki. Kilka miesięcy temu głośna była sprawa Alior Banku, który do ustalania stawek ubezpieczeń, chciał wykorzystywać Facebooka. Osoba, która opublikowała zdjęcie z papierosem czy alkoholem miała płacić więcej. Pomysł banku spotkał się z falą internetowej krytyki, ale jego pracownicy tłumaczyli później, że wszystko robią dla dobra klienta. Dzięki zbieraniu, kompilowaniu i analizowaniu danych, dostawałby on spersonalizowany produkt, dopasowany do potrzeb.

Takim samym usprawiedliwieniem posługuje się firma Google. Pracownicy, analizująca historię wyszukiwania profilują treści wyświetlane nam w wyszukiwarce i na YouTube. Jak to wygląda w praktyce? Ostatnio sprzedawałam samochód. Choć oczywiście telefonów i adresów firm skupujących auta nie szukałam na YouTube, jako pierwszy, polecany film wyświetlił mi się materiał, z recenzjami różnych marek.

Jeśli sami nie zawalczymy o naszą prywatność, nie ma co się łudzić, że zrobi to za nas wielka firma. Wielkim korporacjom nie chłodzi zapewne, tak jak partii opisanej w Roku 1984 o absolutną kontrolę, czy władzę. Wystarczą pieniądze. A te, które można zarobić dzięki naszym danym, są ogromne.


Sprawdźcie również: Dlaczego inteligencja nienawidzi „Świata według Kiepskich”?
Sprawdźcie również: Nosowska w świecie płaskoziemców, czyli czego nas może Kaśka nauczyć

Karolina Hasiec

Podziwia sztukę w każdej postaci. Wychodzi jednak z założenia, że najlepsza jest ta, którą się rozumie. Do tematu tego podchodzi więc od strony badawczej, na co aktualnie pozwala jej studiowanie literaturoznawstwa w Londynie. Twórczość piśmiennicza jest dla niej niekończącą się kopalnią wiedzy o człowieku, historii o psychologii. Podziela teorię Szekspira o świecie jako teatrze, wierzy, że życie to gra i nie zamierza się temu sprzeciwiać. Wręcz przeciwnie, postanowiła współgrać z tym dogmatem i porwała się również na studia aktorskie. Miłość do sceny aktualnie dzieli na dwa kraje. W Polsce jest aktywnym członkiem Teatru Panopticum, w Londynie z kolei realizuje swoją młodość w the Tea House Theatre. Na częste pytanie dlaczego opuściła swój kraj odpowiada, że nie porzuciła go nigdy. Uwielbia język polski, a rodzimą literaturę traktuje jako ukojenie zbolałego obczyzną umysłu. W słowach widzi więcej niż tylko litery( jak mawia jej nauczyciel 'często za dużo') a spostrzeżeniami chciałaby się podzielić z Szanownymi Czytelnikami. Po to tu jest, by dać siłę dla humanistów, prawdopodobnie ostatnich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *